Hadron z Kierofcą, czyli o DVRach raz jeszcze

Hadron z Kierofcą, czyli o DVRach raz jeszcze

Sklep motoryzacyjny Hadron od niedawna wspiera nową ideę, jaką jest gazeta dla warszawskich kierowców. “Kierofca”, bo o tym tytule mowa, doczekał się właśnie drugiego numeru. W pierwszym zastanawialiśmy się, czy czeka nas jazda samochodem bez możliwości słuchania ulubionej stacji radiowej.  Tym razem upuściliśmy ponownie krwi DVRom, czyli trochę o historii, obecnej sytuacji rynkowej i przyszłości, głównie w odniesieniu do nagrań, inwigilacji i śledzenia naszych poczynań. Poniżej obszerne fragmenty artykułu, a przy tej okazji zachęcamy do lektury nowego “Kierofcy”, również w wersji online.

Kierofca - Hadron o DVRach

Kierofca - Hadron o rejestratorach samochodowych

TOP100 – indywidualne tablice rejestracyjne + kamera cofania

Tablice rejestracyjne

to dziś już nie tylko zwykły kawałek blachy identyfikujący właściciela. Obecnie do łask wracają ręcznie wykonywane przedmioty, indywidualne, jedyne, niepowtarzalne, w ograniczonej liczbie, serie ‘limited’, dzięki którym choć w minimalny sposób będziemy mogli się wyróżnić i być zauważeni. Próżność? Indywidualizm? Nazwijmy to jakkolwiek. Fakt, faktem, że od tego nie da się uciec, bo zjawisko jest wszechobecne. Oryginalne, indywidualne tablice rejestracyjne to oczywiście jeden z takich przykładów. Dlaczego nie wystarczają nam już kody województw, powiatów i kilka cyferek? Może rzeczywiście jest to próżność, chęć bycia zauważonym, aby o nas mówiono, taka namiastka sławy. Być może chcemy się wyróżnić, być jedynymi z takimi blachami. Skoro są możliwości – korzystamy z tego. Może po prostu chcemy być zabawni i pokazać, że nawet do kawałka blachy można podejść z humorem. A może i ciekawe tablice rejestracyjne stanowią odzwierciedlenie naszych upodobań, poglądów, może nawet filozofii życiowej? Często bywa że podpisujemy się na nich swoim imieniem, czy inicjałami, a także stanowią reklamę naszej firmy, usług, czy marki. Choć są tacy, którym nie do końca się to podoba:

tez mnie zastanawialo zawsze jak bardzo trzeba byc niedowartosciowanym, zeby wydac 1000 zł na spersonalizowaną tablicę (np w maluchu o mniejszej wartości niz sama tablica??) ale, żeby sobie zrobic tablice “do buzi” to juz trzeba byc naprawde aroganckim idiotą bez poczucia dobrego smaku (Źródło: http://natemat.pl)

Jakby nie było, „język tablic rejestracyjnych” to wdzięczny temat z przymrużeniem oka. Zachęcamy do obejrzenia mini galerii fotek ciekawych, niepowtarzalnych tablic rejestracyjnych, znalezionych w wielu zakątkach przepastnego Internetu. Ale żeby połączyć przyjemne z pożytecznym dodamy coś jeszcze: kamery cofania w ramce tablicy rejestracyjnej. Co to takiego i z czym to się je?

[su_carousel source=”media: 6502,6501,6500,6499,6498,6497,6496,6495,6494,6493,6492,6491,6490,6489,6488,6487,6486,6485,6484,6483,6482,6481,6480,6479,6478,6477,6476,6475,6474,6473,6472,6471,6470,6469,6468,6467,6466,6465,6464,6463,6462,6461,6460,6459,6458,6457,6456,6455,6454,6453,6452,6451,6450,6449,6448,6447,6446,6445,6444,6443,6442,6441,6440,6439,6438,6437,6436,6435,6434,6433,6432,6431,6430,6429,6428,6427,6426,6425,6424,6423,6422,6421,6420,6419,6418,6417,6416,6415,6414,6413,6412,6411,6410,6409,6408,6407,6406,6405,6404,6403″ limit=”100″ link=”image” height=”240″ scroll=”3″]

Kamery cofania w tablicy rejestracyjnej

to nic innego, jak uniwersalna (bo pasująca do większości aut) kamera cofania zamontowana w plastikowej ramce tablicy rejestracyjnej. Jest to idealne rozwiązanie, kiedy:

  • po pierwsze: mamy nowe auto i nie chcemy przedobrzyć z ingerencją w karoserię, chcąc zamontować jakiś inny model kamery cofania,
  • po drugie, kiedy nie mamy zbyt wiele możliwości (czyt. miejsca) na taką uniwersalną kamerę cofania, która na domiar złego mogłaby niefortunnie odstawać od samochodu, szpecąc go zanadto.

Kamera cofania w ramce tablicy rejestracyjnej

Wówczas kamery cofania w ramce tablicy rejestracyjnej z pewnością nas nie zawiodą. Montaż niemal bezinwazyjny – pozostaje nam przykręcić nową ramkę w miejsce poprzedniczki i ‘puścić’ kable do kokpitu. I po sprawie. Instalacja jest prosta, szybka, nie ma też mowy o uszkodzeniach, czy przeróbkach elementów pojazdu. Kamery cofania to zwykle solidne, odporne na warunki zewnętrzne urządzenia, z szerokokątnymi obiektywami i możliwością regulacji góra-dół dla optymalnego wypozycjonowania urządzenia. Oczywiście jest alternatywa: kamery cofania dedykowane konkretnym modelom samochodów. Są one montowane całkowicie bezinwazyjnie zwykle w miejscach podświetlenia tablicy rejestracyjnej, bądź w miejscu uchwytu klapy bagażnika. Jest jednak jedno ALE: są nieco droższe od tych w ramce tablicy, często dwu-, trzy-krotnie. Jak to zwykle bywa: coś, za coś. Zachęcamy też do przeczytania naszego wpisu, gdzie znaleźć można krótki filmik, w którym redaktor TVN Turbo prezentuje właśnie nasz zestaw do parkowania.

Kamera cofania w ramce tablicy rejestracyjnej BMW      Kamera cofania w ramce tablicy rejestracyjnej Seat

A tymczasem życzymy kreatywności w dobieraniu indywidualnych tablic rejestracyjnych, niech będą zabawne, oryginalne i wnoszą nieco świeżości do tej, jeszcze nie do końca popularnej, mody. Odwiedźcie też koniecznie strony naszego motoryzacyjnego sklepu online, gdzie znajdziecie naszą pełną ofertę kamer: kamery cofania uniwersalne i dedykowane, jak również kamery w ramce tablicy rejestracyjnej. Dla każdego coś dobrego!

Starcie dwóch koreańskich liderów DVR wspieranych przez japońskie Sony i Sharp-a

Pamiętasz, jak we wpisie z 21 października zestawiłem rejestrator jazdy BlackSys CF-100 i Prestigio RoadRunner 511? Chińskie Prestigio nie miało szans. Jakość jego nagrania została zmiażdżona przez materiał, jaki dostarczył koreański BlackSys. Tym razem postanowiłem dać temu koreańskiemu producentowi modelu CF-100 godnego przeciwnika w postaci DVR DOD LS430W. To również koreański producent rejestratorów trasy, a te bratobójcze starcie, pośrednio wspierane jest przez dwie japońskie firmy: Sony i Sharp*, które są dostawcami optyki do tych topowych czarnych skrzynek. Konkretnie: Sony obecne jest w BlackSys CF-100, a Sharp* w DOD LS430W.

Celem wyjaśnienia dodam, że w nagraniu użyłem LS430W, ponieważ tego dnia akurat taki model miałem dostępny. Ale równie dobrze można było użyć nieco tańszego LS330W, który ma te same parametry, tyle że podobnie jak BlackSys CF-100 ma w opcji obsługę modułu GPS.

No i stało się. BlackSys CF-100 od CammSys Corp, ma godnego przeciwnika. Na początku ciężko było mi jednoznacznie wskazać zwycięzcę. Jednak po kilkukrotnym obejrzeniu materiałów i przypatrzeniu się szczegółom mogę powiedzieć, że technologia WDR w DOD LS430W oraz DOD LS330W robi swoje i sprawia, że Dream Of Digit-tech z optyką Sharpa* jest zwycięzcą.

Co to jest WDR (Wide Dynamic Range)? To zrównoważona ekspozycja w nocy. Jest to zaawansowana technologia, która sprawia, że kamera nagrywając materiał w nocy wykorzystuje dwa czasy otwarcia migawki w alternatywnych polach video. Łączy w sobie te dwa pola w jednej ramce i nawet jeśli jedna część jest za jasna, a inne ciemne, w połączeniu otrzymujemy obraz wysokiej jakości i o optymalnej ekspozycji.

O ile obraz z obu rejestratorów trasy jest porównywalny, to z funkcjonalnością i możliwościami już tak nie jest. Są tu znaczące różnice, o których warto co nieco napisać. Widoczna od razu różnica to ekran LCD. Firma CammSys nie wyposażyła w niego swojego BlackSys CF-100, natomiast Dream Of Digit-tech zastosowała w LS430W / LS330W dobrej jakości ekran o przekątnej aż 2,7”. Taki ekran pozwolił zaimplementować kilka przydatnych funkcji, jak choćby duży wskaźnik prędkości, informacje o jej przekroczeniu, czy asystenta koncentracji kierowcy. Dodatkowo rejestratora trasy z ekranem możesz użyć, jak typowej kamery lub jako aparat fotograficzny z wszystkimi potrzebnymi nastawami, jak naświetlenie (EV), czy balans bieli (WB). Z kolei BlackSys CF-100 umożliwia podłączenie drugiej – tylnej kamery. W ostatnim czasie coraz więcej osób pyta o dwie kamery i często w kontekście nagrywania parkingowego.

Rejestrator jazdy z ekranem LCD DOD LS430W

DOD LS430W i LS330W mają jeszcze dwa asy w.. specyfikacji. Jednym z nich jest nagrywanie z prędkością 60 klatek na sekundę. Co prawda przy zmniejszonej rozdzielczości do HD (1280 x 720), ale tak szybkie zdjęcia pozwalają ostro uchwycić szybko poruszający się obiekt. Obiecuję, że sprawdzę i porównam nagranie w FullHD przy 30 fps i HD przy 60fps.

Drugim atutem tej samochodowej kamery do rejestracji jazdy jest obsługa kart do 64GB. Trzeba jednak od razu zastrzec, że nie ze wszystkimi tak dużymi kartami DOD LS430W będzie działał. Sprawdzony został z pamięciami GoodRAM 64GB i te mogę śmiało zarekomendować.

Dosyć istotnym parametrem jest kąt widzenia. I tu mamy ciekawostkę, ponieważ w specyfikacji BlackSys CF-100 możemy przeczytać, że dysponuje kątem 1300, a DOD LS430W kątem 1400. Jednak obraz z kamer pokazuje z goła coś innego. Wyraźnie widać, że CF-100 ma większy kąt widzenia od DOD LS430W.

Trzeba przyznać, że Koreańczycy z niewielką pomocą Japończyków zaprojektowali i zrobili naprawdę zacne sprzęty. To obok firmy Pittasoft już trzech producentów z tego kraju w mojej ofercie. Jest w czym wybierać, a każda z firm oferuje specyficzne możliwości swoich rejestratorów. Poniżej zamieszczam tabelkę, która nieco usystematyzuje porównanie.

Parametr BlackSys CF-100 DOD LS430W/LS330W
wyświetlacz brak ciekłokrystaliczny LTPS TFT 2,7 cala
matryca kamery CMOS 2M CMOS, 1/3″ 3M
optyka SONY SHARP*
format wideo H.264 (AVI) H.264 (MOV)
obiektyw – kąt widzenia 130deklarowany w specyfikacji 140deklarowany w specyfikacji
tryb nagrywania 1920×1080 (30fps) 1920×1080 (30fps), 1280×720 (60fps), 1280×720 (30fps), 640×480 (30fps)
obiektyw – czułość 1.0 LUX —————-
kamera – rozdzielczość FullHD 1920(H) x 1080(V) FullHD 1920(H) x 1080(V)
mikrofon wbudowany wbudowany
możliwość wyłączenia
nagrywania audio
TAK TAK
nagrywanie parkingowe TAK TAK
wykrywanie ruchu TAK TAK
podłączenie 2-giej kamery TAK NIE
odbiornik GPS TAK LS430W-wbudowany
LS330W-możliwość współpracy
obsługa kart mSD do 32G do 32G oraz niektóre 64G (np. GoodRAM)
karta pamięci w zestawie tak 16G NIE
wymiary 58 x 100 x 29 mm 112.4 x 65 x 32.8 mm

* Sprostowanie: w treści mylnie podaliśmy, że optykę do DODa dostarczył Sharp. ZOBACZ nasze sprostowanie.

Alkomaty – obowiązkowe w każdym samochodzie?

Alkomaty

to wdzięczny temat, nad którym można rozprawiać godzinami. Design, funkcje, typ elektrochemiczny, czy półprzewodnikowy, wreszcie dokładność i powtarzalność oraz kalibracja. Testy, porównania, opinie, no bo jaki alkomat wybrać? Jakie alkomaty są najlepsze? Których się wystrzegać? Ale dziś nie o samych alkomatach i ich parametrach. Kilka wpisów wcześniej informowaliśmy o obowiązkowym montowaniu czarnych skrzynek w samochodach, chwilę później o obowiązkowych kamerach cofania, a teraz kolej na obowiązkowe alkomaty. Ale skąd ten pomysł?

Zacznijmy od tego, że media trąbiły ostatnio o coraz liczniejszych przypadkach pijanych kierowców. Niby nic nowego, ale tym razem mieliśmy mnóstwo ofiar śmiertelnych i prawdziwych katastrof w ruchu lądowym.

Na pierwszy ogień zdarzenie sprzed Świąt i 31-latka z Warszawy, która była tak pijana (niemal promil alkoholu we krwi), że wjechała do przejścia podziemnego dla pieszych w centrum stolicy powodując znaczne straty mienia. Na szczęście bez ofiar w ludziach (http://kontakt24.tvn24.pl).

Obowiązkowe alkomaty - pijana w przejściu

Odnotujmy też 34-o letniego motorniczego z Łodzi, mającego 1,2 promila alkoholu we krwi, który w Mikołajki nie zatrzymał się tramwajem na przystanku, wjechał na czerwonym świetle na skrzyżowanie i z dużą prędkością uderzył w dwie osoby zabijając je, następnie staranował auto, które potrąciło kolejne dwie osoby (http://www.tvn24.pl).

Obowiązkowy alkomat - pijany motorniczy

Zaznaczmy też wypadek 26-latka z Kamienia Pomorskiego z 2 promilami alkoholu we krwi, który w Nowy Rok wjechał na chodnik zabijając 6 osób, w tym dziecko i funkcjonariusza policji. Osierocił też dwoje dzieci (http://www.tvn24.pl).

Obowiązkowe alkomaty - pijany zabija 6 osób

I kolejny wypadek, 31-letni mieszkaniec Bytomia z ponad promilem alkoholu we krwi 4 stycznia wjechał w grupę 10 osób czekających przed przejściem dla pieszych. Na szczęście tylko dwie osoby wymagały hospitalizacji (http://kontakt24.tvn24.pl).

Obowiązkowe alkomaty - pijany wjeżdża w tłum ludzi

Wystarczy tych przykładów, to i tak za dużo. Przejdźmy za to do kolejnego tematu: polityka. To drugi element układanki. Jak wiadomo w przyszłym roku czekają nas wybory parlamentarne, wcześniej jeszcze samorządowe i do euro parlamentu. Nie da się ukryć, że notowania obecnie rządzących nie są najwyższe i chcąc udobruchać społeczeństwo szukają tematów zastępczych. A że mięliśmy sporo tragicznych wypadków i naród poczuł odrazę do pijanych wiozących śmierć, rząd nie omieszkał tego wykorzystać. A jakże. Od razu niemal każda partia wystosowała propozycje, co można zrobić w sprawie pijanych kierowców. Kolejni pieniacze, kolejne idee, kolejne pustosłowie. Premier również ogłosił ‘robienie porządków’ i postuluje odbieranie prawa jazdy na okres od 3 do 15 lat, wyższe kary grzywny (od 5kPLN wzwyż) i oczywiście wspomniane we wstępie, wprowadzenie obowiązkowych alkomatów w każdym samochodzie (http://wiadomosci.gazeta.pl). Tjjjaaaaa..

Obowiązkowe alkomaty

Zanim rozprawimy się z tym pomysłem krótki powrót do historii, bo ona kołem się toczy i można z niej sporo wiedzy wyciągnąć. I tak oto w telegraficznym skrócie: mamy Francję, która przeżyła już wprowadzenie obowiązkowych alkomatów w samochodach. Pisano już o tym wielokrotnie, choćby tutaj . Skrót kalendarza:

  • 2012.03.01 – rząd Francji potwierdza, że od 1-ego lipca 2012 kierowcy samochodów i motocykli będą musieli posiadać ze sobą alkomat. Regulacja zacznie obowiązywać od 1-ego listopada 2012 i po tym terminie każdy zatrzymany kierowca, który nie będzie posiadał alkomatu zostanie ukarany grzywną €11. (A policjant wyjmie swój alkomat i i tak zmierzy poziom alkoholu we krwi 🙂 )
  • 2012.10 – rząd Francji ogłasza odroczenie obowiązywania regulacji: kierowca przyłapany na braku alkomatu zostanie ukarany grzywną dopiero po 1-ym marca 2013.
  • 2013.01 – rząd Francji ogłasza bezterminowe zawieszenie regulacji o grzywnych dla kierowców, którzy podczas zatrzymania nie będą posiadać alkomatu.

Obowiązkowe alkomaty we Francji

Teoretycznie więc podróżując po terytorium Republiki Francji nadal powinniśmy posiadać alkomat, ale za jego brak nie zostaniemy ukarani mandatem. Po drodze Francuzi napotkali mnóstwo nieścisłości, certyfikacja alkomatów, lobby producentów alkomatów, brak alkomatów w sklepach, przez co kierowcy nie byli w stanie się w nie zaopatrzyć, rozbieżności w dokładności i rzetelności pomiarów i pewnie wiele innych. Jeden z naszych polityków zechciał przygotować dość obszerny materiał nt. alkomatów i sensowności pomysłu premiera. Zachęcamy do przeczytania oryginału tutaj, tym bardziej, że przedstawia też celne uwagi i pytania.

Obowiązkowe alkomaty - memy

My też chcemy zapytać: gdzie nasz premier ma rozum? Obowiązku posiadania alkomatu nie ma w żadnym państwie. Francuzi chcieli i nie wypaliło. Czy nie można uczyć się na błędach innych? A nawet jak ten alkomat będzie w schowku: który pijany w niego dmuchnie? Litości! Jak alkomat ma ograniczyć liczbę pijanych kierowców na naszych drogach? Gdzie tu logika?! Prawdę powiedziawszy chyba szkoda palców do klikania i zadawania pytań, które są retoryczne. Pomysł został już skrytykowany (co było oczywiste), a inni zbombardowali ową ideę stosownymi memami. My wolimy zdecydowanie edukację, zarówno tę szkolną, jak i drogową, która w naszym kraju schodzi na psy. Bądźmy mądrzy przed szkodą i myślmy siadając za kółko. Alkohol jest dla ludzi, ale korzystajmy z niego z fantazją, organizujmy imprezy i czas spędzony z alkoholem tak, aby ktoś trzeźwy mógł odwieźć nas do domu. Czarno rozpoczęliśmy ten rok. Takich ‘żniw’ dawno Polacy nie widzieli i woła to o pomstę do nieba. Czy ludzie na głowy poupadali? Echem odbija się też kwestia tego, dlaczego osoby, które są trzeźwe nie reagują na pijanego, który wsiada za kółko? W innych krajach ludzie się ostrzegają przez CB, dzwonią na policję, zatrzymują ‘jeżdżącą śmierć’. Jeśli zaś uważasz, że alkomat przyda Ci się do samokontroli lub kontroli osoby, z którą przyjdzie Ci jechać, nic nie stoi na przeszkodzie, aby w takie urządzenie się zaopatrzyć. Kup je w naszym eSklepie – zapytaj o rabat i darmową kalibrację. Nie oglądaj się na przepisy i nakazy. A przede wszystkim

REAGUJ!

Następnym razem ofiarą tragedii możesz być Ty lub Twoje dziecko!

Pijany kierowca REAGUJ

Obowiązkowe kamery cofania? Czy i kiedy w Polsce?

W naszym niedawnym artykule pisaliśmy o obowiązkowych samochodowych czarnych skrzynkach. Amerykanie, a za nimi też i EU, chcą nałożyć na producentach aut obowiązek instalowania black boxów w samochodach przez nich produkowanych. Cel oczywiście szlachetny: ochrona zdrowia i życia na drogach. Po szczegóły i kontrowersje towarzyszące tej idei odsyłamy do wpisu. Ale to nie koniec pomysłów zza oceanu. Kolejnym gadżetem motoryzacyjnym, który prawdopodobnie niebawem zagości odgórnie na pokładach wszystkich nowych samochodów będą kamery cofania.

Kamera cofania w BMW 5

Jak donosił pod koniec czerwca 2013 The Washington Post, administracja prezydenta Baracka Obamy ponownie przesunęła termin wprowadzenia w życie nowej regulacji, która ma za zadanie wymóc na producentach samochodów montowanie fabrycznych systemów wyposażonych w kamery cofania. Cel wprowadzenia nowych przepisów oczywiście znany: ochrona zdrowia i życia ludzi. Okazuje się bowiem, że cofając doświadczamy martwego punktu za naszym autem, w którym nie jesteśmy w stanie dostrzec pojazdu, przeszkody, dorosłego człowieka, a tym bardziej dziecka. Jak pokazują statystyki w USA, co roku średnio 228 osób ginie, a 17’000 zostaje rannych w wyniku wypadków w trakcie cofania. Najczęściej zdarzają się one na parkingach i podjazdach. Niemal połowa śmiertelnych wypadków dotyczy dzieci poniżej 10-ego roku życia.

Kamery cofania

Kongres uchwalił ustawę w 2008, nakładając na rząd obowiązek sfinalizowania projektu do końca lutego 2011, tak, aby wszystkie modele samochodów, począwszy od roku 2014 miały w standardzie kamery cofania. Ale wprowadzenie nowych regulacji jest ciągle odkładane. Tym razem deadline dla nowej ustawy ustawiono na styczeń 2015. Jak stwierdził sekretarz transportu potrzebne są dalsze badania. Wiadomym jest też, że lobby branży automotive sprzeciwia się nowym regulacjom, twierdząc, że zwiększą się przez to koszty produkcji, a tym samym finalny produkt. Szacują, że rocznie dodatkowe kamery cofania będą ich kosztować 2,7 mld USD.

Kamera cofania

Prawo nie wymaga, aby auta wyposażano w skomplikowane systemy wyświetlaczy, czy inne mniej lub bardziej zaawansowane systemy parkowania. Jeśli pojazd posiada monitor, na którym można oglądać obraz z tylnej kamery, nie trzeba mu nic więcej. Jeśli go nie ma, a jest inna możliwość zasygnalizowania kierowcy obecności człowieka z tyłu jego pojazdu, można ten sposób wykorzystać. NHTSA (National Highway Traffic Safety Administration, czyli Narodowa Administracja Ruchu i Bezpieczeństwa Dróg Krajowych i Autostrad) zasugerowała, że kamery były proponowane już dawno temu, jako najlepsze rozwiązanie na problem wypadków podczas cofania. Oszacowano, że wyposażenie pojazdu w takie urządzenia będzie kosztować dodatkowo 58-88 USD w przypadku aut z wyświetlaczami i 159-203 USD w przypadku aut bez monitorów samochodowych.

Kamera cofania w lusterku

Przedstawiciele władz wyrażają swoje rozczarowanie negatywnym podejściem przemysłu motoryzacyjnego do problemu wypadków podczas cofania. Producenci z kolei podkreślają, że wybór wyposażenia pojazdu powinien pozostać w rękach kupującego i ani rząd, ani producent nie powinien narzucać obowiązku montowania dodatkowych urządzeń i akcesoriów motoryzacyjnych. Sam klient powinien mieć wolność wyboru i decyzji, na co przeznaczyć zaoszczędzone pieniądze. W USA 44% pojazdów z roku 2012 posiadało kamery cofania, a kolejne 27% miało je w opcji. Przy tym 9 z 10-u pojazdów posiadało na pokładzie wyświetlacze.

Kamera cofania w ramce tablicy rejestracyjnej

I znów rodzi się pytanie: o co tym razem chodzi? Jak nie wiadomo o co, to pewnie o pieniądze. Pojawiają się znów liczne komentarze, bo czy rzeczywiście kilkaset złotych więcej za auto bardziej przyjazne pieszym to dużo? Obserwując zachowania producentów samochodów, przy każdym nakładaniu obowiązku stosowania konkretnych systemów bezpieczeństwa marudzili, że wzrastają koszty produkcji. Bezpieczne szyby, pasy bezpieczeństwa, poduszki powietrzne, kontrola trakcji, ABS, zagłówki, systemy kontroli ciśnienia opon, wpiszmy tu cokolwiek. Zawsze pojawiają się narzekania. Ale jak już wprowadzą do swoich pojazdów owe systemy, wtedy szczycą się, że od zawsze dbali i dbać będą o bezpieczeństwo, że bezpieczeństwo jest w ich koncernie najważniejsze, etc. Więc litości, czy standaryzacja i produkcja masowa nie obniżą kosztów? Dziś tablet można kupić za kilkaset złotych, a ma on w sobie znacznie więcej gadżetów, niż tylko kamerę i aparat. Zamówienia podzespołów do milionów egzemplarzy ich samochodów z całą pewnością nie wywrócą do góry nogami ich budżetów. A dzięki nowym regulacjom prawym każdy, niezależnie od zasobności portfela, czy statusu społecznego będzie miał dostęp do kolejnych rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo. Pytanie, co na to wszystko EU? I co na to nasi eksperci? Czy pomysł spodoba się włodarzom i zechcą go wdrożyć i u nas? Jeśli tak, to kiedy kamery cofania zagoszczą w naszych “bryczkach”? A może poczekają, aż wszystko potoczy się swoim tokiem? Może producenci sami dojrzeją, aby dać od siebie coś więcej? A czy i Wam przydałaby się kamera cofania?

Kamera cofania do Kia Forte i Venga - Warszawa sklep Hadron

Odwiedźcie koniecznie nasz motoryzacyjny sklep online, gdzie już teraz możecie zaopatrzyć się w rewelacyjne kamery cofania i systemy parkowania: uniwersalne – pasujące do niemal każdego auta, jak i dedykowane do konkretnych modeli. W ofercie znaleźć można nie tylko same kamery cofania, ale też sensory i czujniki cofania, monitory samochodowe, jak i kompletnego asystenta parkowania z wyświetlaczem. Na uwagę zasługują monitory w lusterku cofania, a także kamery cofania wmontowane w tablicę rejestracyjną. A część ze wspomnianych powyżej akcesoriów testowana była w mediach, choćby przez redakatorów TVN Turbo, czy magazyn Motor. SPRAWDŹ zakładkę Hadron w mediach!

Kamery cofania zamiast odwracania się

Pamiętajcie, że wiele nam – użytkownikom dróg – nie potrzeba: bezpieczniejsze samochody, prowadzone przez bezpieczniejszych kierowców, na bezpieczniejszych drogach. Bezpieczne samochody zostawmy producentom, bezpieczne drogi architektom i budowlańcom. A co do kierowców, czyli nas samych, zanim rozpoczniemy manewr cofania, zacznijmy może od obejścia naszego auta dookoła, cofajmy powoli, z opuszczonymi szybami i wyłączonym radiem. Upewnijmy się też, że wiemy gdzie są w danej chwili nasze dzieciaki, aby ich nie potrącić. A gdy czujemy się niepewnie, nie oglądając się na nakazy i przykazania ‘góry’, sami zaopatrzmy się w kamery cofania i używajmy ich świadomie.

 

Na pasterkę z alkomatem, czyli test 4 alkomatów w Hadron

Czy wigilijna wieczerza w tradycyjnej polskiej rodzinie zakrapiana jest alkoholem? Ciężko tu generalizować, ale wystarczy się przejść na pasterkę, aby poczuć ten „świąteczny” klimat i wyrobić sobie własne zdanie. Nie inaczej było na wigilijnym spotkaniu 2013 w firmie Hadron. Buteleczka mocnego alkoholu nie zawadzi, a i cel zbożny mieliśmy, aby przetestować 4 przykładowe alkomaty z naszej oferty.

Test 4 alkomatów w Hadron

Nigdy nie popierałem jazdy na podwójnym gazie i usprawiedliwień nie szukam. Popieram też działania mające na celu zmniejszenie lub wręcz wyeliminowanie kierujących pojazdy pod wpływem. Jednym ze sposobów jest uświadamianie ludzi o zagrożeniach i namawianie ich do samokontroli.

Wydaje się, że świetnym pomysłem jest  posiadać własny, prywatny alkomat i po prostu dmuchać przed jazdą. Ale jaki alkomat wybrać? I czy te drogie są dużo lepsze od tych tanich? Chcieliśmy się dowiedzieć, czy wyniki pomiarów będą zbieżne, wiarygodne i powtarzalne. Dlatego właśnie nasza Wigilia przybrała nietypowy charakter i mając nadzieję, że nikogo nie uraziliśmy nagraliśmy nasze dokonania, a film przedstawiam poniżej:


Przetestować alkomaty podczas takiego spotkania przy alkoholu nie jest łatwo. Wszyscy łapią głupawkę i dmuchają co się da i kiedy się da. Oczywiście mowa o różnych modelach alkomatów 😉 Nasze założenia do testu były proste:
1) każdy pije inną ilość alkoholu, jeden wcale (biedny Mariusz 😉 ), drugi mało (to ja), trzeci więcej (Michał oraz Bogdan) i jeden miał się upodlić (Marcin 😉 ). Takie ustawienie miało pokazać, czy alkomaty będą sensownie wskazywały pomiary. Czy temu, co pije mniej wykaże mniej, od tego, co pije więcej
2) pomiary przeprowadzać będziemy różnymi alkomatami i obserwować, czy wyniki się pokrywają
3) czy dwa pomiary pod rząd będą powtarzalne.

Spostrzeżenia z testu alkomatów:
– Primo i najważniejsze, nie dokonywać pomiaru alkoholu w wydychanym powietrzu zbyt szybko po wypiciu kieliszka. Taki pomiar obarczony będzie mega błędem, a co tańszy alkomat można zwyczajnie przepalić – uszkodzić. Tak dokładnie tak, tanie alkomaty z przetwornikiem półprzewodnikowym można łatwo rozkalibrować lub wręcz uszkodzić sensor, poprzez wdmuchnięcie powierza z dużą zawartością alkoholu lub dymu papierosowego. Zalecam, aby odczekać przynajmniej 20 minut, a najlepiej pół godziny.
– Po drugie, niektóre alkomaty np. DA-8100 wymagają sporej ilości powietrza, więc trzeba nabrać go naprawdę dużo do płuc i umiejętnie rozłożyć czas wdmuchiwania. Nie uważam tego za wadę, a wręcz nabierałem do tego modelu zaufania, że aby prawidłowo wykonać pomiar, potrzebna jest odpowiednio duża próbka.

Testowaliśmy nowe alkomaty, wyjęte prosto z pudełka. Okazuje się, że wyniki zachowały oczekiwaną gradację wielkości wskazań, powtarzalność oraz były zbieżne. To w sumie logiczne, bo każdy nowy alkomat z pewnością był kalibrowany w fabryce i trzyma swoje parametry.

Zapewne różnice w jakości alkomatów wyszłyby po większej ilości użyć. Niestety, na takie testy nie pozwolą nam nasze wątroby i budżet firmy. Można się tylko domyślać, że tańsze alkomaty za sprawą mniejszych sensorów i uboższych w materiały szlachetne typu platyna, szybciej będą wymagały kalibracji.

Jaki alkomat wybrać?
Do sporadycznych pomiarów we własnym zakresie spokojnie można wybrać tani alkomat półprzewodnikowy np. koreańskiej firmy Sentech AL 6000
Jeżeli będziesz chciał dać skorzystać z alkomatu innym (nie koniecznie poinstruowanym o sposobie użytkowania)  to lepiej wybierz taki z przetwornikiem elektrochemicznym. Jest praktycznie odporny na uszkodzenia. U nas dobrze się spisał chiński alkomat AlcoDigital BAC10
Natomiast jeżeli planujesz dużą ilość pomiarów to zainwestuj w porządny alkomat elektrochemiczny z dużym przetwornikiem, a co za tym idzie długą żywotnością ……..

Na koniec jeszcze jedna bardzo istotna sprawa:
alkomaty należy co jakiś czas kalibrować. Nawet nieużywane po pewnym czasie mogą przestać być precyzyjne. Oczywiście te droższe wystarczają na dłużej np. 1 rok i 500 użyć, a te tańsze na krócej np. 6 miesięcy i 200 – 300 użyć. Warto więc kupić alkomat w miejscu, gdzie kalibracja przeprowadzana jest profesjonalnie, a w pierwszym okresie użytkowania za darmo. Dla przykładu wszystkie alkomaty marki Sentech (kupione w Hadron) w pierwszym roku użytkowania są kalibrowane za darmo, dowolną ilość razy.

Jeżeli masz alkomat i używasz go dłużej, to napisz w komentarzach, jak się spisuje i czy jesteś zadowolony

Spisek wielbłądów i inwigilacja kierowców, czyli dlaczego cenić wolność nad bezpieczeństwo

Chyba każdy, kto zagląda od czasu do czasu na naszego bloga wie, o czym i jak piszemy. Poza czysto informacyjnymi treściami dotyczącymi nowych akcesoriów samochodowych, czy też porównaniami technicznych możliwości i testami sprzętu, są też wpisy nieco ‘luźniejsze’, dotyczące konkretnych przypadków i wydarzeń. Pojawiają się też tematy ważkie, kontrowersyjne, z poważnymi konsekwencjami, przy okazji których zależy nam na tym, aby pobudzać naszych czytelników do samodzielnego myślenia, aby nie było wśród nas osób, które będą tępo kiwać głową, gdy ktoś będzie chciał im wmówić, że czarne jest białe. Pragniemy rozbudzać Waszą ciekawość, pobudzać do osądów i racjonalnego rozumowania, aby życie miało sens, było umotywowane i mądre. To z całą pewnością jeden z takich artykułów. Tyle słowem wstępu, ale zanim przejdziemy do konkretów, powinniśmy jeszcze wyjaśnić, skąd tak dziwny tytuł: wielbłądy, których u nas nie ma i ich powiązanie z patetycznymi słowami o wolności i bezpieczeństwie.

Nos wielbłąda w namiocie

W kulturze arabskiej istnieje sympatyczna opowieść o wielbłądzie i Arabie. Otóż pewnej zimnej nocy na pustyni, do namiotu, w którym siedział Arab, delikatnie wsunął nos wielbłąd mówiąc:

  • „Panie, pozwól mi wsadzić choć nos do namiotu. Na zewnątrz jest zimno i burzowo”.
  • „Ależ oczywiście” – rzekł Arab, układając się do snu.

Niedługo potem Arab obudził się i zobaczył, że wielbłąd włożył do namiotu nie tylko swój nos, ale i całą głowę i kark. Wielbłąd przekręcając się na drugi bok spostrzegł przyglądającego się mu Araba i powiedział:

  • „Nie zabiorę w namiocie wiele więcej miejsca, jeśli włożę tu przednie kopyta. Ciężko tak stać przed wejściem”.

Na co Arab odpowiedział:

  • „Tak, możesz je tu umieścić” i przesunął się nieco, aby zrobić więcej miejsca wielbłądowi w i tak już ciasnym namiocie.

Niedługo potem wielbłąd ponownie zabrał głos:

  • „A czy nie lepiej byłoby, gdybym cały wszedł do namiotu. Teraz stoję do połowy na zewnątrz, przez co namiot jest otwarty”.
  • „Tak, tak” – odparł Arab, „Wejdź cały do środka. Prawdopodobnie będzie to z pożytkiem dla nas obu”.

I tak też wielbłąd uczynił, a Arab w zatłoczonym namiocie przekręcił się na drugi bok i ponownie zasnął. Kiedy po raz kolejny się obudził, był poza namiotem, na zewnątrz, gdzie było zimno i wietrznie, a wielbłąd miał namiot w całości do swojej dyspozycji.

To właśnie od tej opowiastki pochodzi angielskie powiedzenie „Camel nose under the tent” (dosł. nos wielbłąda w namiocie), które odnosi się do tego, że stopniowymi, małymi kroczkami, tworząc iluzję dobrych rozwiązań, ukrywając prawdziwe zamiary, otwiera się furtkę dla znacznie większych rzeczy i poważniejszych spraw. I tu dochodzimy do sedna i kluczowego wątku, który chcemy poruszyć w dzisiejszym artykule:

[su_note note_color=”#f6c5cb”]obowiązkowe samochodowe czarne skrzynki w każdym aucie. Nawet Twoim! I konsekwencje, jakie niesie za sobą owy nakaz.[/su_note]

 

Czarna skrzynka – co to jest i jak powstała?

Czarna skrzynka, czyli Black Box została wymyślona przez młodego australijskiego naukowca dra Davida Warrena. Jako że Warren pracował w Laboratorium Badań Lotniczych w Melbourne, w połowie 1950 roku został zaangażowany w badania wypadku owianej tajemnicą katastrofy pierwszego na świecie komercyjnego samolotu z napędem strumieniowym. Naukowiec uświadomił sobie, że byłoby niesamowicie przydatne posiadać zapis tego, co się stało w samolocie tuż przed katastrofą. Od razu zabrał się do opracowywania pionierskiego rejestratora parametrów lotu. Pierwszy demonstrator Black Box został wyprodukowany w 1957 roku, ale dopiero w roku 1960, po niewyjaśnionej katastrofie lotniczej w Queensland, Australia stała się pierwszym krajem na świecie, gdzie czarne skrzynki zaczęły obowiązywać we wszystkich samolotach komercyjnych (źródło: National Geographic). Naturalnym posunięciem wydawało się przeniesienie owego urządzenia do branży automotive. Ale argumenty stojące za używaniem czarnych skrzynek w samochodach są zgoła odmienne.

Czarna skrzynka - Black Box

Samochodowe rejestratory trasy – dlaczego ich używamy?

Rosja

Prowadzenie pojazdu w Rosji jest niesamowicie niebezpieczne, gdzie w samym 2011 roku w 200’000 wypadków zginęło 28’000 ludzi. Pomijając już fakt skandalicznej wręcz jakości dróg oraz ograniczonej wyobraźni samych kierowców, dochodzą inne czynniki:

  • Drogówka, która „znana jest na całej ziemi z ich brutalności, korupcji, wyłudzeń i zdobywania dochodów przez łapówki” (źródło: http://www.animalnewyork.com).
  • Ataki innych kierowców, które są równie częste i brutalne, jak obecność samej drogówki. W grę wchodzą łomy, czy kije baseballowe, a krew i brutalność nie mają tu granic.
  • Piesi, którzy rzucają się celowo pod jadące samochody, aby wymusić na kierowcy zadośćuczynienie w formie pieniężnej. Kompilacja wideo nieudanych oszustw oferuje kilka przykładów (poniżej).
[youtube link=”http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=RDqvRFVkCwM”]
Reasumując,w kraju, gdzie warunki drogowe są zatrważające, oszustwa ubezpieczeniowe i walki drogowe są na porządku dziennym, a policja jest powszechnie postrzegana jako skorumpowana, dowody wideo czyjejś niewinności mogą okazać się zbawienne (źródło: http://www.businessinsider.com).

Stany Zjednoczone

Za Oceanem ‘dashcamy’, czyli kamery samochodowe, vel DVRy (Digital Video Recorder) również zdobyły olbrzymią popularność. Amerykanie lubią gadżety samochodowe, więc chętnie wyposażają swe auta w kamery, którymi nagrywają wycieczki, ciekawe trasy przejazdowe, zjawiska atmosferyczne, ale i zdarzenia drogowe, stłuczki, kolizje, wymuszenia opłat parkingowych na darmowych parkingach, kradzieże lusterek, wycieraczek, wandalizm małolatów i wiele innych. Obecnie niemal 92% pojazdów w USA posiada EDRy (źródło: http://www.businessinsider.com). A oto przykładowa lista modeli, które posiadają zamontowane boschowskie CDRy, czyli Crash Data Retrieval Software.

Europa

W naszym regionie rejestratory samochodowe nie były tak bardzo rozpowszechnione. Jednak prawdziwy boom rozpoczął się po tym, jak 15 lutego 2013 meteor spadł w okolicach Czelabińska. Wydarzenie to od lotu, po upadek meteoru uralskiego, zostało bardzo dokładnie udokumentowane aparatami telefonów komórkowych i właśnie rejestratorami samochodowymi. Już po kilku minutach od zdarzenia media zalane zostały materiałami filmowymi.

Rejestrator jazdy BlackVue DR400G-HD II sklep Hadron Warszawa

Rejestratory samochodowe – przyszłość

Stany Zjednoczone

W zeszłym roku, 07-12-2012 amerykańska The National Highway Traffic Safety Administration (NHTSA), czyli Narodowa Administracja Ruchu i Bezpieczeństwa Dróg Krajowych i Autostrad (wygląda na coś a la nasze GDDKIA i GITD razem wzięte) zasugerowała, aby obowiązkiem każdego producenta samochodów było montowanie ‘black-boxów’, vel EDR (Event Data Recorder – nagrywarki zdarzeń), czyli samochodowych czarnych skrzynek, w każdym aucie schodzącym z linii produkcyjnej, począwszy od 01 września 2014 roku. (źródło: http://www.cbsnews.com). Biały Dom również dał zielone światło dla tego projektu (źródło: https://www.govtrack.us). Argumentacja:

[su_quote cite=”David Strickland, NHTSA Administrator”]EDRy dostarczą ważnych informacji z zakresu bezpieczeństwa, które w żaden inny sposób nie mogą zostać udostępnione NHTSA do oceny tego, co stało się podczas wypadku – i jakie dalsze kroki można podjąć, aby ratować życie i zapobiegać urazom, “(…)” szersze zastosowanie EDRów zagwarantuje Agencji dostęp do informacji związanych z bezpieczeństwem, które to informacje określą, jakie czynniki mogą przyczyną wypadków u poszczególnych producentów pojazdów(EDRs provide critical safety information that might not otherwise be available to NHTSA to evaluate what happened during a crash — and what future steps could be taken to save lives and prevent injuries,” (…) “A broader EDR requirement would ensure the agency has the safety-related information it needs to determine what factors may contribute to crashes across all vehicle manufacturers)[/su_quote]

[su_quote cite=”Ray LaHood, Transportation Secretary”]Przez zrozumienie, jak kierowcy reagują podczas wypadku i czy kluczowe systemy bezpieczeństwa działają prawidłowo, NHTSA i producenci samochodów mogą uczynić nasze pojazdy i nasze drogi jeszcze bezpieczniejsze “(…)” Ten projekt daje nam wgląd do kluczowych informacji niezbędnych do ratowania ludzkiego życia(By understanding how drivers respond in a crash and whether key safety systems operate properly, NHTSA and automakers can make our vehicles and our roadways even safer” (…) “This proposal will give us the critical insight and information we need to save more lives)[/su_quote]

(źródło: http://www.nhtsa.gov)

Europa

Pomysłowi temu wtóruje Unia Europejska, której the European Commission’s Mobility and Transport Department (Departament Mobilności i Transportu Komisji Europejskiej) podziela tę ideę i chce tego samego prawodawstwa na Starym Kontynencie, mówiąc, że:

[su_quote cite=”the European Commission’s Mobility and Transport Department”]Urządzenia te są ważnym narzędziem do monitorowania i prowadzenia badań w zakresie zarządzania bezpieczeństwem drogowym(These devices are an important monitoring and research tool for road safety management)[/su_quote]

(źródło: http://ec.europa.eu)

Jak pisał The TechJournal, EDRy miałyby rejestrować szereg danych, w tym prędkość, kierunek, czy hamulce były naciśnięte, czy zapięte były pasy, czy uruchomiła się poduszka powietrzna. Informacje te byłyby użyte przez policję i ubezpieczyciela do rekonstrukcji zdarzenia drogowego. EU zaznaczyła, że nie będzie przymusu i że każde państwo członkowskie Unii Europejskiej samodzielnie podejmie decyzję o obligatoryjnym stosowaniu EDRów przez ich obywateli.

 

Czarne skrzynki w samochodach – wątpliwości

Powiedzmy, że argumentacja zwolenników może do nas trafić (źródło: http://www.geek.com). Bo przecież kierowanie się zwiększeniem bezpieczeństwa na drogach i chęcią ocalenia wielu istnień ludzkich jest godne pochwały. Tylko jak samochodowy black box ma przyczynić się do zwiększenia bezpieczeństwa, skoro urządzenie zbiera dane i ew. dopiero po zdarzeniu można je przeanalizować?

Do tego dodają, że wiedza wydobyta z czarnej skrzynki zamontowanej w aucie, które uczestniczyło w wypadku jest nieoceniona i może rzucić nowe światło na przebieg i wynik śledztwa. Nie bądźmy naiwni, to nie magiczna skrzynka i jedyne, co może zrobić, to dostarczyć potwierdzenia niektórych informacji.

Dla producentów aut z kolei to skarbnica wiedzy nt. ich pojazdów i tego, jak zachowują się na przestrzeni lat. Dzięki takim danym można będzie jeszcze lepiej projektować pojazdy, którymi poruszamy się na co dzień. Choć, jak zapewne większość z nas już wie, komputery naszych samochodów od dość dawna rejestrują parametry pracy pojazdu i wystarczy, że diagnosta wepnie wtyczkę sprzętu diagnostycznego do naszego auta i już wie, co nie gra. A czy producenci nie wiedzą, na czym oszczędzają, gdzie przycinają, i czego nie stosują, aby zminimalizować koszty produkcji? Czy to aby nie są najbardziej newralgiczne miejsca ich pojazdów?

Z kolei ubezpieczyciele będą wiedzieć już w chwili wypadku, kto zawinił, komu odszkodowanie wypłacić, a komu uciąć zniżki. Pytanie, po co dostarczać materiał ubezpieczycielowi? Czy nie lepiej, aby to policja analizowała wypadki i przekazywała raport końcowy do ubezpieczyciela? Ile głów, tyle opinii, a nam przecież nie zależy na byciu między młotem, a kowadłem (tu policją i ubezpieczycielem). DVRy co najwyżej pomogą nam uchronić się przed próbami wymuszenia odszkodowania.

Służby medyczne zaś, prowadząc statystyki wypadków i obrażenia, jakie mogą się w nich pojawić, będą lepiej przygotowani do działania. Na podstawie rodzaju wypadku będą mogli sprawniej zareagować wiedząc o prawdopodobieństwie wystąpienia konkretnych urazów. Hmm, ale czy eRki nie jeżdżą w pełni wyposażone? Czy na pokładzie nie ma lekarza? Czy dyspozytor odbierający zgłoszenie nie przekazuje konkretnych informacji wyjeżdżającym na akcję? A może ten proces nie działa tak, jak należy i potrzebny jest kolejny ‘system’?

Ale to nie koniec kontrowersji, jakie budzi wprowadzenie samochodowych czarnych skrzynek. Śledząc wnikliwie komentarze zainteresowanych z całego świata można ciągnąć ten wątek w bardzo różne strony. I tak oto można mieć wątpliwość, czy dzisiejsze zbieranie tylko kilku danych to początek czegoś większego i za rok, czy dwa władza pod jakimś kolejnym pretekstem zwiększania bezpieczeństwa nie zechce mieć dostępu do wszystkich danych z naszego auta. Koordynaty GPS, gdzie był, co robił, a za rogiem kontrola fiskusa dotycząca miejsc, w których bywaliśmy choćby na wakacjach, czy w sprawach biznesowych. Dane dotyczące sposobu jazdy, a przy tym prędkości przejazdowej. Stąd tylko krok do wystawiania zaocznych mandatów. A czy rejestrowanie trasy przejazdu nie doprowadzi do opodatkowania tych najczęściej użytkowanych? Nawet Beatlesi w utworze “Taxman” śpiewali:

[su_column]
Should five percent Appear too small,
Be thankful I don’t Take it all.
‘Cause I’m the taxman. Yeah, I’m the taxman.
If you drive a car, I’ll tax the street.
If you drive to city, I’ll tax your seat.
If you get too cold, I’ll tax the heat.
If you take a walk, I’ll tax your feet.
Taxman![/su_column]
Czy 5% ci nie wystarcza?
Bądź wdzięczny, że nie zabieram wszystkiego.
Bo jestem fiskus, tak, jestem fiskus.
Jeśli prowadzisz samochód opodatkuję ulicę.
Jeśli jedziesz do (dużego) miasta, opodatkuję twoje siedzenie.
Jeśli zmarzniesz, opodatkuję ciepło. Jeśli wybierzesz się na spacer, opodatkuję twoje stopy.
Fiskus!
[su_spacer]

A może też i sterowanie zdalne naszym autem? Skoro nie zapłacił należnego podatku, mandatu, czy rachunku unieruchomimy mu samochód. Pstryk i voila – stoimy. EDR w aucie? Hmm, a może i CVR (Cabin Voice Recorder), który nagra nasz głos, rozmowy, czy przypadkiem nie paplaliśmy przez komórkę, nie krzyczeliśmy na dzieciaki i nie rozpraszaliśmy naszej uwagi innymi pierdołami, stwarzając tym samym niebezpieczeństwo na drodze. Skoro nagrywamy dźwięk, to może i obraz z wnętrza? Paliłeś, jadłeś, drapałeś się po głowie? Zwiększałeś ryzyko wystąpienia zdarzenia drogowego, no to bach – mandacik i po zniżkach. Nagrywanie, podsłuch, inwigilacja.

Ale ponownie: to nie koniec, a dopiero początek kontrowersji wokół samochodowych czarnych skrzynek. A kto miałby mieć do nich dostęp? Sąd? Policja? Ubezpieczyciel? Ale to mój samochód, moje dane i nie muszę dostarczać haków na samego siebie. A może diagnosta? Przecież każdy kto ma wtyczkę serwisową i odpowiednio spreparowany software może ściągnąć nasze dane, manipulować nimi, a później sprzedawać, czy szantażować. Niemożliwe? A co ze skrzynką z feralnego Tupolewa, nad którym roztrząsają się nasi politycy? Do tej pory nie mamy żadnych konkretnych informacji, dane zmanipulowano, a opinii publicznej rzucono stertę domysłów i insynuacji. Black Box sprzężony z innymi układami pojazdu aż się prosi o majstrowanie oprogramowaniem. Naraziliśmy się komuś? No to może mały atak hakerski w ramach vendetty? Chyba nikt nie chciałby siedzieć w rozpędzonym samochodzie, nad którym kontrolę przejmuje wyrostek, któremu nie daliśmy piątaka za ‘przypilnowanie auta na parkingu’ lub za ‘umycie szyb na światłach’.

Jedźmy dalej: skoro będzie kontrola, inwigilacja, manipulacje, oczywistym jest, że rozwinie się szara strefa. Zacznie się handel używanymi autami na niespotykaną skalę, gruchoty po przeszczepach dostaną drugą młodość i wyjadą na nasze drogi. Nieważne, że ledwo stoi, będzie musiał jeździć. A przecież złom na drodze to dopiero niebezpieczeństwo.

Kolejny aspekt to wdrożenie i monitoring. Przecież do kontroli wszystkiego, co pochodzi z czarnych skrzynek będzie potrzebny sztab urzędasów. Nowe zadania, nowe stanowiska, nowe biurwy, na które przyjdzie nam robić. Od kiedy rządowi zależy na bezpieczeństwie obywateli? Co rząd z tego ma? Przecież samochodowa czarna skrzynka nie uchroni przed wypadkiem, nie zadziała prewencyjnie, potwierdzi jedynie kilka faktów i wersje wydarzeń. Więc gdzie tu prewencja i dbanie o bezpieczeństwo? Czy tu nie chodzi o hajs? Czy przypadkiem za całym tym przedsięwzięciem nie stoi jakieś lobby? Ale na pewno nie taksówkarzy! Więc może ubezpieczycieli? Kolejni bezproduktywni biurokraci, nie wnoszący nic do społeczeństwa, mamiący kierowców ‘zniżkami’ na OC i ‘super pakietami’ na AC. Zawsze znajdą dziurę w całym po to tylko, żeby nie wypłacić odszkodowania. A skoro na pokładzie aut będą EDRy, łatwiej im będzie ‘interpretować zapisy umów’ po swojemu, aby uniknąć wypłaty pieniędzy. A gdzie tu profity dla nas? Nie oszukujmy się, biznes zawsze ważniejszy jest od obywateli.

Obowiązkowa samochodowa czarna skrzynka

Samochodowa czarna skrzynka może też być zalążkiem kolejnych ‘monitoringowych gadżetów”, na których położy łapę władza. Zrozumiałym jest zastosowanie monitoringu w pojazdach komercyjnych, autobusach, metrze, taksówkach. Ale w prywatnych? Co będzie następne? Motor? Skuter? Rower? Kosiarka do trawy? Nasz dom? Bo przecież możemy używać gazu i prądu niezgodnie z obowiązującymi regulacjami, włamywacz może się do nas skradać. A taka domowa czarna skrzynka odpowiednio wcześnie nas (i nie tylko nas) ostrzeże, że od jutra nie będzie w naszym domu prądu, za nieprzepisowe dołączenie piątego urządzenia elektrycznego. Albo nie ostrzeże, ale nagra co i kiedy złodziejaszek wyniósł nam z chaty.

Chcą nam wsadzić czarne skrzynki do samochodów? Hmm, zastanówmy się: przecież największe problemy na świecie tworzą nie przeciętni zjadacze chleba, ale banki, giełda, politycy, korporacje. Krach finansowy, nieruchomości i bańka spekulacyjna, teraz auta – i to nasze prywatne! Znów chcą nas oskubać? Zaczną małymi krokami, a kula śniegowa powoli zacznie się rozpędzać i zwiększać swoją objętość. Zamontujmy najpierw black boxy politykom, nagrają przekręty, zamontujmy je w bankach, dowiemy się jak defrauduje się pieniądze, zamontujmy je w policji, zobaczymy, jak naprawdę reaguje się podczas zdarzeń.

Czy zatem rzeczywiście zależy nam na jeszcze większym bezpieczeństwie? Czy może wolimy wolność, jaką mamy dotychczas? Jedna z parafraz słów Benjamina Franklina mówi, że

[su_quote cite=”Benjamin Franklin”]Ci, którzy przehandlowaliby wolność za bezpieczeństwo, nie zasługują ani na jedno, ani na drugie (Those who would trade in their freedom for their protection deserve neither)[/su_quote]

(źródło: http://en.wikiquote.org).

Tytuły zachodnich artykułów nie pozostawiają złudzeń, że ów nowy nakaz to zamach na prywatność obywateli i kolejny stopień w rozszerzaniu inwigilacji i kontroli nad obywatelami. Jeden z komentujących napisał wprost:

[su_quote]this technology won’t help prevent accidents, will help punish the people[/su_quote]

Czy ma rację? Czy może to przesada?

Temat bardzo podobny: nasze dotychczasowe kamery samochodowe również mogą służyć za rejestatory zdarzeń, DVRy właściwie po to są. Ale niestety nie wszędzie można ich używać. okazuje się, że filmowanie zdarzeń drogowych jest w Austrii karane. Można otrzymać grzywnę nawet bagatela 10’000 Euro! (źródło: http://help.orf.at). Choć to już nieco inna historia, to takich wątków na pewno znajdzie się jeszcze więcej. To zaledwie kilka zajawek. Zachęcamy do dzielenia się Waszymi opiniami na ten ważki temat. Ktoś mógłby rzec, że podobny scenariusz od dawna można przeczytać u Orwella. Fakt – coś w tym jest. Bądźmy więc świadomi tego, co się dookoła nas dzieje. Drążmy temat, dopytujmy, oczekujmy odpowiedzi jasnych i klarownych. Szukajmy drugiego dna, bo dziś nic już nie jest takie, na jakie wygląda. Miejmy swoje zdanie i nie wierzmy ślepo w propagandę, którą karmieni jesteśmy niemal każdego dnia. Pisał o tym już w 1976 roku (niemal 40 lat temu(!)) Frank Herbert:

[su_quote cite=”Kaznodzieja z Arrakin (Frank Herbert ‘Dzieci Diuny’, 298)”]życie większości z nich [ludzi] jest ucieczką od samych siebie. Większość woli prawdę stajni. Wkładacie głowy do żłobu i przeżuwacie z zadowoleniem, dopóki nie umrzecie. Inni wykorzystują was do swoich celów. Ani razu nie wytkniecie nosa poza stajnię, by podnieść głowę i być sobą[/su_quote]

loading