Zniknięcie tych fotoradarów spowodowało niemały zamęt! To fakt…

Zniknięcie tych fotoradarów spowodowało niemały zamęt! To fakt…

Tytuł tego wpisu dla fanów polskiego kina może przywołać skojarzenie z filmem “Miś” Stanisława Barei. Nie bez powodu pozwoliłem sobie na przywołanie tego dzieła polskiej kinematografii, mimo tego, że tematem, który dziś podejmuję,  są fotoradary. A właściwie zniknięcie fotoradarów Straży Miejskiej od początku 2016 roku. Mimo tego, że mamy już połowę kwietnia to w pewnym stopniu jest to nadal ważny temat. Jak zapewne wiecie mimo szczerych chęci GDDiK, niektóre fotoradary zniknęły, a inne nadal pozostają zasłonięte czarną folią, przypominając wielkie paczki z przesyłkami. Wszyscy kierowcy już przyzwyczaili się, że chociażby w tunelu Wisłostrady mogą jechać szybciej niż 50 km/h na godzinę bez obawy o nowe zdjęcie. Dlaczego o tym piszę ? Pewnie część z Was już uznała mnie za szaleńca, zwolennika “fotopstryków”.

Piszę ten wpis o zniknięciu fotoradarów, ponieważ uważam, że odwoływanie kontroli prawa (a jednak fotoradary to w jakimś stopniu instrument kontrolny dla przepisów o ruchu drogowym) to delikatnie mówiąc nieprzemyślana decyzja. Jeżeli nadal nie do końca rozumienie moje intencje, to już wszystko Wam wyjaśniam. Praktycznie codziennie jeżdżę tunelem Wisłostrady. Ci, którzy znają Warszawę, wiedzą co to za komiczny wytwór. No nic, nie będziemy się śmiać z jego płaskiego dachu czy słynnego przystanku za wiele milionów. Odkąd zacząłem jeździć samochodem, to fotoradar przed wjazdem do tunelu Wisłostrady na wysokości ulicy Karowej był tym miejscem, gdzie należało zwolnić, szczególnie że zwalniali tam prawie wszyscy. Jeszcze w końcówce 2015 roku czułem, że to taka świecka tradycja jazdy Wisłostradą. I wszystko było ok, każdy wiedział, gdzie jest radar, co bardziej spóźnieni otrzymywali czasem mandaty. Obywatele generowali zyski dla Państwa, zasadniczo machina kontroli obywateli działała. Mimo tego, że nie fajnie jest dostawać mandaty, to uważałem zawsze, że akurat widoczne fotoradary to uczciwa forma kontroli. Przyzwyczajenie kierowców takich jak ja, nie jest korzystne dla sklepu Hadron- w końcu w ofercie mamy wiele antyradarów 🙂

Wraz z początkiem 2016 roku opisany przeze mnie spokój runął! Powróciły wyścigi na drogach, łamanie sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniach, gdzie dotychczas mieliśmy do czynienia z fotoradarami! Również dla mnie ten okres nie był szczęśliwy. Nie minął nawet pierwszy miesiąc nowego roku, i otrzymałem…mandat za przekroczenie prędkości w tunelu Wisłostrady, co więcej nagrali mnie funkcjonariusze w nieoznakowanym radiowozie. Od tego czasu rzeczywiście obserwuję w tym miejscu dużo “suszących” radiowozów.

Jaki jest z tego wniosek ?

Fotoradary stacjonarne były w znanych miejscach, zwiększały bezpieczeństwo, zachęcały klientów do antyradarów, a przede wszystkim były łatwe do wykrycia! A te wszystkie radary laserowe czy nieoznakowane radiowozy z wideorejestratorami to…zbyt skuteczna forma łapania kierowców.

Drodzy czytelnicy! Uważajcie więc na okolice miejsc, gdzie dotychczas były fotoradary stacjonarne! Jeździjcie bezpiecznie, nie łamiąc tym samym przepisów! Jeżeli jednak chcecie w spokoju podróżować autem, to może warto pomyśleć o urządzeniu takim jak Coyote lub Yanosik, bądź o antyradarze?

Decyzję pozostawiam Wam, ale…na wszystkie Wasze pytania odpowiemy!

Adam Walewski

Nierentowne fotoradary, czyli nowe pomysły na karanie kierowców

Pisaliśmy ostatnio sporo o fotoradarach: o tym, że są bacznie obserwowane przez NIK, o tym, jak GITD próbuje podreperować swój PR, ale wychodzi im jak zawsze i o budżecie, który miał być zasilony sporą kwotą z mandatów, a nie będzie, bowiem fotoradary nie są w stanie zarobić na siebie, a co dopiero na urzędników, czy właśnie na załatanie dziury. Zawsze się zastanawiamy, co też nasze służby i włodarze wymyślą nowego, aby ułatwić nam życie i usprawnić komunikację w naszym kraju  😉

Chyba rzeczywiście padł blady strach na wszystkich zajmujących się fotoradarami. Może dostali prikas znalezienia sposobu na dalsze łupienie nas kierowców? Może zachęcili ich nagrodą? A może pogrozili palcem i zasugerowali zwolnienia? Nie ważne jak, ważne żeby skutecznie. I oto mamy kilka nowinek. A jakże.

Antyradar Whistler 438G

Pierwszy pomysł padł zanim powstał. Posłanka Beata Bublewicz (PO) zaproponowała przed kilkoma miesiącami, aby zwiększyć wysokość mandatów dwukrotnie, bowiem obecne kary są niewystarczająco dotkliwe (motoWP.pl). Po fali oburzenia zaniechano dalszych debat na ten temat, a skupiono się na kolejnych pomysłach.

Drugi z nich to uzależnienie wysokości mandatu od zarobków, czyli tzw. system progresywny, jaki działa choćby w Finlandii, czy Szwajcarii. Największy zwolennik to wiceminister transportu Zbigniew Rynasiewicz. Jednak internauci np. na HotMoney.pl argumentują:

Polacy są durni, bogaci prowadzą własne firmy i celowo nie wykazują dochodów bo i po co ? Biznesmen mający 1 000 000 żł przychodu i np 2000 dochodu zapłąci najniższą stawkę a to że jezdzi bentleyem na firmę, mieszka w apartamencie wynajmowanym od własnej firmy to inna sprawa. Politycy wszystkie wasze genialne pomysły utrudniają życie zwykłym ludziom. Ci inteligentni mają was gdzieś 🙂

Nie ma szans na uderzenie w bogatych, bo oni są biedni. Firmy wcale dochodu nie przynoszą, tylko same koszty. Raty leasingu auta za 300 tys, rachunki za hotele, restauracje, ciuchy, biżuterię itp – wszystko w koszty firmy, żeby tylko większe, żeby tylko żadnego dochodu nie wykazać do skarbówki. I później taki ktoś bierze zaświadczenie z urzędu skarbowego o wysokości dochodu i co on biedny ma zrobić? Jak zapłacić mandat za swoje firmowe Q7?

CB radio

Mimo doniesień motoWP.pl o tym, że:

Pomysł uzależnienia wysokości mandatu od zamożności kierowcy dopiero jest formułowany, ale możliwe, że już za rok, albo dwa zostanie on wprowadzony w życie,

samo Ministerstwo Transportu w swym wyjaśnieniu ) mówi, że nie prowadzi prac nad tą ideą:

W związku z pojawiającymi się w mediach informacjami odnośnie zamiarów wprowadzenia rozwiązania polegającego na  uzależnieniu wysokości mandatów od wysokości zarobków kierowców informujemy, że w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej nie są prowadzone żadne prace mające na celu wprowadzenie takich rozwiązań.

Przechodząc do trzeciego pomysłu, należy trzymać się mocno siedzenia. Okazuje się, że dzięki sprytnym urządzeniom, jak antyradary, Yanosik, czy CB radia znacznie ‘uszczupliliśmy’ planowane wpływy do budżetu z mandatów. Na dodatek, czytamy na Interia.pl, że

Yanosik

Tylko co dziesiąte zdjęcie wykonane przez fotoradar kończy się wypisaniem mandatu. Kierowcy nauczyli się sprytnie uciekać przed odpowiedzialnością.

Jak stwierdza Łukasz Majchrzak z ITD:

“W przypadku fotoradarów, tryb wykroczeniowy nie jest wystarczająco skuteczny. Musimy wprowadzić kary administracyjne, które wzorem z innych państw usprawnią funkcjonowanie sieci fotoradarów”.

A o jakich to karach mówimy? Dotkliwych, jak się okazuje, bo oprócz taryfikatora mandatów, ITD chce wprowadzić taryfikator kar administracyjnych, który miałby obowiązywać już w przyszłym roku, gdzie:

  • za nie wskazanie osoby kierującej lub brak odpowiedzi na wezwanie ITD do 800PLN
  • za nie zapłacenie kary w terminie 14 dni, za 3 wykroczenia rocznie lub uzbieranie kar na kwotę 1200PLN, kara ulega podwojeniu do 1600PLN
  • za opóźnienie wpłaty kara zostanie zwiększona do 3200PLN

Szczegóły tutaj. A może pomysłowy Dobromir znajdzie panaceum na problemy mandatowe władz?  😉

pomyslowy-dobromir-pomoze

Czy to początek końca fotoradarów? Czyżby przez antyradary?

O tym, że fotoradary nie służą bezpieczeństwu, lecz zdzieraniu kasy wiemy. Potwierdzają to liczne doniesienia, my już o tym też pisaliśmy w poście ”Polska fotoradarami stoi.. Niestety..”. Samą etyczność umieszczania wpływów z fotoradarów w budżetach samorządów pozostawmy bez komentarza. O tym, że fotoradary stoją w miejscach, gdzie często stać nie powinny też wiemy. Świadczy o tym ostatni raport NIK, choć jak wspomniał prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski:

niezgodne z prawem ustawienie fotoradaru nie zwalnia jednak kierowców z obowiązku zapłacenia mandatu za zbyt szybką jazdę.

Szczegóły na stronach Forsal.pl.

Fotoradary - mniejsze wpływy. Czyżby przez antyradary?

A czy wiecie, że zwalniamy przed fotoradarami? Urzędnicy są tym mocno zdziwieni i rośnie ich frustracja i obawy (chyba głównie o posady i premie). Jak pisze GazetaPrawna.pl, wpływy z mandatów za zdjęcia z fotoradarów maleją, a zawyżone prognozy posłużyły wyłącznie do argumentacji za zwiększeniem nakładów na inspekcję drogową. Na przestrzeni trzech kwartałów 2013 wpływy zmalały o 41%. Nie dziwi to, bo fotoradary z ponad 60 fotosów na dobę w wakacje zeszłego roku, robią teraz raptem 20. Przy tym ich część nadaje się do kosza, część jest skutecznie podważana, a część nie jest płacona. Plan zakładał kosmiczne kwoty wpływów sięgające ponad miliarda(!). Ale jak donosi GazetaPrawna.pl:

w styczniu tego roku Ministerstwo Finansów poinformowało nas, że budżet na mandatach w całym 2012 r. zarobił ok. 32 mln zł. Na koniec tego roku wpływy z tego tytułu sięgną najprawdopodobniej 80 mln – dużo więcej niż przed rokiem, ale wciąż 17 razy mniej, niż zakłada plan.

Tymczasem z 20mln PLN w 2011, kwota budżetu GITD w 2012 wynosiła już 150mln PLN. Ma być nadal utrzymywana, ale jest jeden zonk: fotoradary mogą nie zarobić na siebie, a tym bardziej na armię obsługujących je urzędników. Ciekawe, jaką bajką uraczą nas wtedy? Na razie GITD nie wie, jaka jest przyczyna niższych niż zakładane wpływów. Może więc my podpowiemy: antyradary, których używamy coraz bardziej świadomie, finezyjny Yanosik, czyli legalny antyradar będący interaktywnym komunikatorem, czy CB radia nadal spełniające swą rolę informacyjno-ostrzegawczą. A może też i po części nasza mentalność, zrobienia władzy na złość? smiley

Polska fotoradarami stoi.. niestety..

Donald Tusk o fotoradarach 2007r.:

“Drogi są co prawda coraz gorsze, ale za to fotoradary pojawiły się na ulicach. Tzn Polacy mają być kontrolowani wszędzie, w każdym miejscu, a na drodze przez fotoradar, jechać 30 na godzinę, ponieważ drogi na szybszą jazdę nie pozwalają. To jest filozofia PiS-u. Utrudnić życie ludziom do maksimum, a na końcu ich skontrolować, wszystkich bez wyjątku. Tylko facet, który nie ma prawa jazdy, może wydawać  takie pieniądze na fotoradary, a nie na drogi”.

Donald Tusk o fotoradarach 2013r.:

„Nie powtórzyłbym tych słów z roku 2007-ego, kiedy mówiłem tak drwiący z polityki fotoradarowej poprzedniego rządu. Wówczas cała moja wypowiedź dotyczyła konieczności zwiększenia bezpieczeństwa na drogach i byłem święcie przekonany, że kluczowym zadaniem każdego rządu są bezpieczniejsze drogi, nowocześniejsze drogi, a nie fotoradary.”

Pytań dot. bezpieczeństwa na drogach rodzi się coraz więcej. Od kiedy tak gorliwie politycy zaczęli o nas i nasze bezpieczeństwo dbać? Dlaczego im tak na tym zależy? Czy uważają nas za bezmózgie istoty, z których co druga chce popełnić samobójstwo na drodze? Czy rosnąca liczba fotoradarów na naszych drogach oznacza, że rząd nie ma pomysłu na bezpieczeństwo?

Przecież edukacja drogowa rozpoczyna się już w momencie uczestnictwa w kursie na prawo jazdy (a prawdopodobnie nawet jeszcze wcześniej). To tu po raz pierwszy mamy możliwość wpłynięcia na kursanta i jego kulturę jazdy. Może czas na poświęcenie większej uwagi przyszłym kierowcom na tym właśnie etapie? Tymczasem mamy kolejne udziwnienia w egzaminach, a nie ma zmian w programie nauczania kierowców. Mamy wciąż ‘mało przyjaznych’ egzaminatorów, gdzie np.: w USA na egzaminy przychodzi się całymi rodzinami, nikt nie oszukuje, to jest element dojrzałości społecznej, a nie moment, kiedy można kogoś ‘wykluczyć’ i pokazać mu, kto tu rządzi. Niezależnie od wyniku każdy wychodzi z uśmiechem na twarzy, a nie z pretensjami.

Narzekamy na drogi, ich stan i jakość, która okazuje się licha tuż po oddaniu danego odcinka do użytku. Podobno budujemy tą samą technologią, co w Niemczech, tylko dlaczego drożej i skąd różnice w parametrach? Dlaczego Polskie drogi są gorsze od Niemieckich? W Niemczech świeżo po rozłożeniu nawierzchni można śmigać bez ograniczeń prędkości, a co najważniejsze bez ryzyka o urwanie koła na pęknięciu, czy wyrwie.. Śmiejemy się z chińskiej myśli technicznej. Ale negatywny głos zabierają tylko Ci, którzy nigdy nie byli w Chinach. Tam drogi buduje się z solidnego betonu, po 4-6 pasów w jedną stronę

Warszawa czy Poznań? hahahaha -śmiech przez łzy

i nie na ziemi, lecz na estakadach na wysokości 15-ego, 30-ego piętra.

Tak powinny wyglądać drogi

Chińscy biznesmeni przyjeżdżając do Polski dziwią się, że budujemy drogi na dole, marnując pola uprawne, wycinając lasy i niszcząc ten ‘romantyczny klimat polskiego krajobrazu’. W Chinach autobus jadący z prędkością 120-130 km/h nie jest niczym ekstrawaganckim, ‘grucha’ wypełniona betonem spokojnie osiąga prędkość 100-110 km/h, samochody prywatnych użytkowników jeżdżą 150-180 km/h. I o dziwo nie ma wypadków, bądź są rzadkością. Zdarzają się we mgle lub przy wymuszeniach, ale zwykle są to drobne stłuczki. Transport jest za to szybki, sprawny i bez utrudnień.

httpv://www.youtube.com/watch?v=qUKiPTaxwRg

Polacy płacą olbrzymie sumy w podatkach, w opłatach za paliwo, etc., a dróg jak nie było, tak nie ma. A jak są, to nie mają nic wspólnego ze zwiększeniem bezpieczeństwa, bo czemu mają służyć fotoradary gdzieś pod lasem, długie proste naszpikowane wysepkami (turyści momentami niedowierzają i mówią o Polsce ‘land of a thousand islands’ (kraina tysiąca wysepek). Zrozumiałym są ograniczenia przy szkołach, targowiskach i miejscach o wzmożonym ruchu pieszych. Ale u nas jest chyba na odwrót.

Z wystawianiem mandatów na podstawie zdjęć z fotoradarów też jest problem. Nasi włodarze wywęszyli niezły biznes na mandatach, ale nie zdążyli z prawodawstwem. I tak media donosiły o tym, że GITD chce kupić drukarnię mandatów – swoją własną, na wyłączność(!), bo już nie nadążali z drukiem, a mandatów miało być jeszcze więcej. Ale z drugiej strony okazało się, że GITD nie ma uprawnień do przetwarzania danych osobowych i nie może wystawiać mandatów. W wielu gminach radni uwzględniają fotoradary w budżetach traktując je jako maszynki do robienia szybkiej kasy. A premier i wtórujący mu politycy powtarzają, że fotoradary mają służyć bezpieczeństwu i

“przesłanką do tego, aby stawiać fotoradary jest bezpieczeństwo na drodze. I tylko i wyłącznie bezpieczeństwo było okolicznością, która powodowała postawienie tych fotoradarów. Wymiar finansowy jest rzeczą absolutnie wtórną i wszyscy chcielibyśmy, aby budżet Państwa nie otrzymał ani jednej złotówki z fotoradarów.” (Paweł Olszewski, PO)

Z jednej strony przeciętny Kowalski nie ma nic do gadania w sprawie mandatu: wystawiony – trzeba płacić, z drugiej ‘szef fotoradarów’ Tomasz Połeć jechał przez miasto ponad 80km/h, za co grozi mandat 300PLN i 6 punktów karnych. Namierzyli go dziennikarze. Pokazał, jak władza może uniknąć mandatu, wymieniając tuzin powodów, dla których pomiar nie był wiarygodny. Podsumowanie dziennikarzy było dosadne, ale jakże prawdziwe: ‘co wolno Wojewodzie, to nie Tobie smrodzie’.

W sieci można bez trudu znaleźć nagrania użytkowników, pokazujące łamanie przepisów przez ITD, ale jak widać w naszym Państwie są równi i równiejsi. Na odczepnego minister transportu Sławomir Nowak podpisał rozporządzenie o kontroli fotoradarów vel przeprowadzeniu audytu urządzeń i przekazaniu informacji o zasadności ich lokalizacji.

Jest też aspekt społeczno-gospodarczy: spowolnienie ruchu przez ograniczenia, fotoradary, jednopasmowe ‘dróżki’ to spowolnienie transportu. Wolniejszy ruch to marnowanie czasu, a co za tym idzie pieniędzy. To z kolei wiąże się z wolniejszym rozwojem i osłabieniem ekonomii, gorszym dostępem do dostawców, centrów miast itd. Dłuższe stanie w korku to większe zatrucie środowiska, nerwice i inne problemy zdrowotne kierowców, uciążliwy długotrwający hałas. Gdzie tu logika? I czy to jest pomysł na usprawnienie transportu miejskiego (i nie tylko) w rozwijającym się kraju?

Żeby nie kusić losu i nie mówić ‘mądry Polak po szkodzie’ lepiej unikać mandatów. Sposobów jest na to sporo. Zacząć możemy od przepisowej jazdy (co zalecamy), ale nie oszukujmy się, poza miastem, na długich prostych, każdy chce nadrobić czas stracony na objazdach, czy korkach. My to wiemy, ale i stróże prawa też. Tu przydają się antyradary. Do dyspozycji mamy całkiem spory wybór różnych producentów. Wśród nich na uwagę zasługują najczulsze i najlepsze antyradary: Valentine One, Escort 8500Xi z GPS, Escort 9500iX z GPS, czy też Whistlery: Whistler Pro-78XRi i Whistler Pro-68XRi. Godne polecenia są również urządzenia średniej klasy, ale wciąż bardzo dobre antyradary Escort RedLine, Escort X50 Black, Noxo ZRW-350e z GPS, bądź Noxo ZRW-300e i tradycyjnie już Whistlery, jak Whistler GT-435Xi i Whistler GT-265Xi. Dla mniej wymagających znajdą się takie, które nie mają zbyt rozbudowanych funkcji dodatkowych, ale nadal sprawdzają się na trasie jak Whister GT-130Xi, czy Noxo ZR-110eX. Na dodatek możemy wyposażyć nasze auto w jammer, zakłócający pomiar laserowy. Przy tym należy dodać, że korzystanie z antyradarów gotowych do użycia jest w Polsce zabronione. Ale i na to jest rada: legalny antyradar Yanosik z aktualną mapą fotoradarów i innych ‘przeszkadzajek’ drogowych. Średnia ilość kierowców korzystająca w danej chwili z Yanosika sięga 35 tys. To nie mało i na pewno wystarczająco, aby uniknąć mandatu. I na koniec coś, co jest już niemal standardem dla wielu mobilów, czyli CB radia. Dzięki niemu możemy zawsze zasięgnąć informacji o sytuacji na drodze, a dodatkowo podpytać o miejsce, gdzie serwują dobre ‘małe co nieco’. Wśród CB radia na uwagę zasługują urządzenia uznanej marki President (President JFK II, President Harry III), lubianego Alan’a (Alan 220, Alan 109), niezwykle ciekawe Albrecht’y (Albrecht AE-6690, czy model z odłączanym panelem przednim Albrecht AE-6891), solidne Intek’i (Intek M-760+, Intek M-799+), czy świeżynki, jak miniaturowe CB radio Yosan CB300+ i sterowane z gruszki CB radio Lafayette Venus.

Po wymienione urządzenia zapraszamy do naszego internetowego sklepu motoryzacyjnego, bądź bezpośrednio do siedziby firmy Hadron w Warszawie na Bielanach. Służymy naszym doświadczeniem, doradzimy i pomożemy w wyborze, szczególnie, że oferowany przez nas sprzęt sami testujemy i sprawdzamy w trasie. Zapraszamy!

Projekt Narodowego Programu (Nie)Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego 2013-2020

Czytając dokument z tytułu tego wpisu (link) odniosłem wrażenie, że nie pozostaje nam nic innego, jak starać się jeździć wolniej i zgodnie z przepisami. To nie będzie łatwe, gdy najnowsze samochody kuszą coraz większą mocą silnika.

Kiedyś było inaczej, pamiętam, jak biło się rekordy przejazdu między Warszawą, a Trójmiastem. Z dzisiejszego punktu widzenia nie było to rozsądne, ale usprawiedliwia nas dużo mniejszy ruch na ulicach w latach 90-tych i niższa moc ówczesnych silników, choćby w poczciwych 126p. Ciężko było przekroczyć 100, czy 110km/h. Do dziś mam w głowie tą ekscytację, gdy ktoś ze znajomych lub samemu “zamykało się szafę”, czyli 140km/h. To wymagało przygotowania samochodu i zbieżności korzystnych warunków, np. jazda w górki i z wiatrem.

Dziś, we współczesnym samochodzie, na przepełnionych drogach pełnych radarów trzeba zapomnieć o sprawdzaniu maksymalnej prędkości. Trochę szkoda, bo żeby sprawdzić, ile moje auto wyciąga, łatwiej mi pojechać na niemiecką autostradę, niż znaleźć do tego miejsce w Polsce.

Projekt Narodowego Programu Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego 2013-2020

Coraz nowsze ograniczenia i zwiększane restrykcje powoli zabierają motoryzacji to, co w niej tak kochamy – poczucie wolności, odrobiny szaleństwa, siły i mocy każdego mechanicznego konia. Mam wrażenie, że już niewiele dzieli nas od momentu, gdy zamontują nam w samochodach „czarne skrzynki” i zupełnie zdalnie sprawdzą, jacy poprawni z nas kierowcy.

Ciężko jest dyskutować z argumentem, że „prędkość zabija”  i z pewnością zawsze można dowieść słuszności twierdzenia, że jadąc wolniej nie doszłoby do wypadku lub przynajmniej znacząco ograniczyłoby to jego skutki. No tak, ale czy aby na pewno chcemy płacić mandat i zyskiwać punkty karne w miejscach, które ewidentnie służą do nabijania miejskiej kasy? Czy sprawiedliwe jest, kiedy siedzący nam na zderzaku samochód, przekraczający tak samo, jak my, prędkość niejako przymusza do dociśnięcia gazu i każe nas mandatem tylko dlatego, że to Panowie policjanci bawią się w filmowców?

Ja uważam, że to niesprawiedliwe, a częstsze stosowanie pouczeń nie wzbudzałoby naszej, kierowców, frustracji i śmiem twierdzić, że przyniosłoby większe pozytywne skutki. No, ale pouczeniami nie uda się załatać dziury w budżecie.

Na szczęście buduje mnie fakt, że my polscy kierowcy w takich chwilach potrafimy się wspierać i wystarczy, że przed wyjazdem zamontuję w samochodzie CB radio lub Yanosika, by uniknąć większości „utrudnień” na drogach. A jak Ty internauto/kierowco radzisz sobie na Polskich drogach?

Paweł Ślubowski

loading