Antyradar Valentine One – opinia i relacja z trasy (Poznań – Sulejów)

Antyradar Valentine One – opinia i relacja z trasy (Poznań – Sulejów)

Niedawno nasz klient nabył u nas antyradar Valentine One. Powód prozaiczny: jest przedstawicielem handlowym i sporo czasu spędza podróżując samochodem. Wiedząc, że jeśli sprzęt nie spełni Jego oczekiwań, będzie mógł go zwrócić, bez obaw sięgnął po Valentine One – antyradar z wyższej półki i uznawany przez wielu za najlepszy antyradar dostępny na rynku. Poniżej krótka relacja z trasy:

Poznań – Środa Wlkp. – Jarocin – Kalisz – Sieradz – Piotrków Trybunalski – Sulejów.

Z Poznania expressówką na Kórnik – zero problemów. Dopiero tuż przed Środą w Żabikowie pucha ustawiona na strzał od tyłu. Valentine One reaguje z odległości kilkuset metrów. Kolejny sygnał z antyradaru w miejscowości Brodowo, tuż za Środą. Żółta pucha wykryta również ze sporej odległości (przez co niektórzy jadący za nami się niecierpliwili ). Przez Kalisz śmignęliśmy bezstresowo. Dopiero przed Sieradzem w Słomkowie Mokrym antyradar dał znać, że pucha jest aktywna. Strzela w tył więc przy odjeździe widać jak działa drugi radar Valentine One skierowany do tyłu. Kolejny alarm V1 w miejscowości Zduńska Wola w samym centrum. Ponownie skierowany w tył pojazdu. Przez Piotrków jazda na luzie tylko, że dziurawe drogi z koleinami nie pozwalają na ‘normalną’ jazdę. I na zakończenie trasy przejeżdżając przez Poniatów Valentine One wykrywa aktywną puszkę (przed skrzyżowaniem ze światłami).

Plusy antyradaru to przede wszystkim skuteczność, w porę ostrzega, można bez ostrego hamowania uniknąć zdjęcia. Nie jesteśmy uzależnieni od dobrych rad z eteru słuchając CB radia, nawet przy zmianie lokalizacji fotoradaru Valentine One ostrzega przed aktywną puszką. Wady? Brak, bo nawet cena jest do przyjęcia, gdzie za pięć fotek po 2 stówki w jedną i drugą stronę, antyradar się zwraca. Na trasie praktycznie przestałem korzystać z CBka (pytam jedynie o dobrą michę i ew. na luźne pogaduchy), V1 załatwia miśków i puszki. Sprzęt się sprawdził więc polecam.

Sklep motoryzacyjny Hadron również poleca antyradar Valentine One. A nabyć go można bezpośrednio w naszej siedzibie, bądź nie wychodząc z domu poprzez nasz motoryzacyjny sklep internetowy. Dostępne są też inne ciekawe antyradary firm Escort, Whistler, czy Noxo.

Antyradar Valenine One w pełnej krasie

Zapraszamy!

Antyradar Valentine One – opinia i relacja z trasy (Zakopane – Warszawa)

Zgodnie z zapowiedzią z postu z 2 maja 2013 (“Antyradar Valentine One – opinia i relacja z trasy (Warszawa – Zakopane)“) wracamy na trasę z antyradarem Valentine One. Trasa powrotna:

Zakopane – Kraków – Kielce – Radom – Warszawa.

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Nasza majówka również. Mimo że wypoczynek był przedni, czas zejść na ziemię, bo do domu jest kawałek drogi. Ale nie tylko my się pakujemy, jak się okazało, nasz wypoczynkowy sąsiad też wyrusza w drogę powrotną. Ale jego uwagę przykuł nasz antyradar, z uśmiechem podchodzi i wyjmuje z kieszeni…. Valentine One. Jaki ten świat mały. Krótka wymiana spostrzeżeń i ciekawych sytuacji z tras, okazało się, że to już zaawansowany użytkownik V1 od ponad 6 lat(!). Jak wspomniał próbował wielu urządzeń, ale żadne nie było tak czułe i dokładne, jak Valentine One (trudno się nie zgodzić (dop. Hadron)). Po krótkiej pogawędce czas ruszać.

Ruch na drodze średni. Jakieś zawalidrogi i busy z całymi familiami, więc ciężko jest wyprzedzać. I oto ledwo ruszyliśmy, a w Poroninie V1 sygnalizuje pomiar prędkości. Nieprzewidziane, lekkie hamowanie i po chwili na horyzoncie, przy przystanku srebrna Kia. Dalsza jazda to udręka z powodu jadących nadzwyczaj przepisowo kierowców (na 60-tce, jadą 40, tak dla pewności). Na serpentynach przed Białką dwa pasy, więc lekkie rozluźnienie. Białka, przy zjeździe z góry wyprzedzamy ilu się da, a tu antyradar zaczyna ‘pikać’. Suszarka nas namierzała, ale zdążyliśmy wyhamować, na tyle, że nie opłacało się nas zatrzymywać, lecimy dalej. Niespełna kilka minut później V1 znów daje znać i ponownie suszarka. Do Krakowa spokój, za Krakowem też (nie licząc korków). Ponownie ‘pechowa’ Antolka: to samo miejsce na szczycie wzniesienia. Grzecznie przejeżdżamy w peletonie obok radiowozu, gdzie właśnie kasowali Lexusa. Na obwodnicy Jędrzejowa ponownie seledynowe kamizelki, na szczęście na pasie obok. Do Kielc bez przygód. Dopiero na expressówce w okolicach Grójca pomiar lidarem obudził V1. Hamujemy kilkaset metrów wcześniej, to kolejni chcący się wykazać w ten weekend funkcjonariusze, ale i tym razem się upiekło. Do Wa-wy docieramy z czystym kontem, mimo kilku prób pomiaru prędkości.

Podsumowując: komu w drogę, temu Valentine One! Nam pozostaje życzyć czystego konta wszystkim kierowcom. Cieszymy się, że sprzęt się sprawdził, dziękujemy za relacje i czekamy na kolejne! A po antyradar Valentine One, jak i inne antyradary marki Escort, Whistler, czy Noxo zapraszamy zapraszamy na strony naszego motoryzacyjnego eSklepu.

Antyradar Valentine One – opinia i relacja z trasy (Warszawa – Zakopane)

Tym razem majówka i nasza gorąca promocja na antyradary skłoniła naszego klienta do nabycia w rewelacyjnej cenie antyradaru Valentine One. Szeroka rzesza użytkowników wskazuje Valentine One jako najlepszy antyradar dostępny na naszym rynku. I to nie bezpodstawnie, bo jest niebywale czuły, skuteczny i pozwala uniknąć mandatów! Przekonał sie o tym nowy sympatyk V1, wybierając się na majówkę w Tatry. Trasa:

Warszawa – Radom – Kielce – Kraków – Zakopane.

Wyjazd z Wa-wy męczący, bo jak zwykle tłoczno do samych Janek. W Tarczynie oczywiście pętla indukcyjna więc tu trzeba zwolnić. Pierwsza reakcja antyradaru w Głuchowie, tu policja otworzyła hurtownię, bo aż 4 delikwentów na poboczu i suszenia nie było końca. Na szczęście jazda w kolumnie daje większe bezpieczeństwo i nawet lidarowi się nie daliśmy. Do Kielc żadnych problemów poza drobnymi zatorami. Przy Jędrzejowie jest fajna dwupasmówka i fajnie się tu też poluje. Valentine One z baaaardzo dużej odległości wyłapał pomiar prędkości. My zdążyliśmy wyhamować, emeryt w Avensisie nas wyprzedził, na drogę wyszła seledynowa kamizelka z lizakiem i siup Avensisa na pobocze. Tuż za Jędrzejowem na Orlenie wszyscy spokojnie, bo już standardowo w tym miejscu ITD kooperuje z policją. Kolejny strzał Valentine One rejestruje w Antolce. Akurat wyprzedzaliśmy, V1 zaczęło pikać, dostrzegliśmy postać wychodzącą na drogę jakieś 400 metrów przed nami (zgadnijcie kto to smiley). Na szczęście było skrzyżowanie więc odbiliśmy. Po chwili znów na głównej drodze, a w między czasie strzelający zgarnęli dziewczynę z Focusa. Wioska przed Krakowem (chyba Michałowice) i V1 ponownie daje sygnał o aktywnym fotoradarze. Ku naszemu zdziwieniu jest szary (a podobno miały być żółte), a Valentine One ewidentnie wskazuje na działający fotoradar. I jak tu się nie dać złapać? Przez Kraków lecieliśmy obwodnicą, wskoczyliśmy na autostradę i dalej na Zakopane. Tłoczno więc nie było szaleństwa, antyradar też za dużo pracy nie miał. Dopiero w Rabce Valentine One się odezwał na suszarkę, choć i tak wszyscy jechali przepisowo. Do samego Zakopanego obyło się bez przygód.

Czy Valentine One działa? TAK, czasem nawet lepiej niż się spodziewaliśmy. Czy warto kupić Valentine One? Zdecydowanie TAK. Choć są tacy, którzy twierdzą, że to zbędne. Ale prosty rachunek: spotkajmy na trasie 4 patrole lub fotoradary. Każdy niech wlepi nam skromne 200 PLN mandatu i 4 punkty. W obie strony mamy 1600 PLN i za moment powtórny egzamin na prawko(!) My jechaliśmy na dość krótkim odcinku, a co mają powiedzieć mieszkańcy wybrzeża, chcący wypocząć w górach? Po majówce wracamy do Wa-wy więc cdn.

Czekamy na relację z drogi powrotnej, a tymczasem zapraszamy do zakupów w naszym motoryzacyjnym eSklepie, gdzie znaleźć można nie tylko antyradar Valentine One, ale też antyradary Escort’a, Whistler’a, czy Noxo.

Valentine One - en face

POLECAM!

Antyradar Valentine One – opinia i relacja z trasy (Poznań – Mielno)

Wielkanoc to czas, który zwykle spędzamy rodzinnie. Wielu jednak decyduje się na szybki "wypad świąteczny" w góry, nad morze, aby odpocząć od gwaru, spotkań, obfitego jedzenia. Jeden z naszych klientów wybrał się na taką weekendową wycieczkę, a przed wyjazdem zaopatrzył się w prawdopodobnie najlepszy antyradar: Valentine One. Ale po co na wycieczkę zabierać antyradary?

Po pierwsze antyradar jest niezwykle przydatny na naszych polskich drogach, które jak wiadomo pokryte są gęstą siecią fotoradarów. Po drugie Święta i weekendy to czas, kiedy rzadkością na drogach są mobile z CB radiami. To powoduje, że nie będziemy mieli sojusznika, który ostrzeże nas przed fotoradarem lub miśkami. Ale wróćmy do naszej relacji z trasy, która rozpoczęła się w Poznaniu, a miejscem docelowym było Mielno:

Poznań – Oborniki Wlkp. – Chodzież – Piła – Szczecinek – Koszalin – Mielno.

Na odcinku Poznań – Piła spokojnie, puszki nie przeszkadzały i zero suszarek. Ciekawiej było na odcinku Piła – Koszalin. ZNACZNIE ciekawiej. Pierwsza rozmowa z Valentyną miała miejsce na wjeździe do Szczecinka, lekki podjazd pod górę i V1 już zaczyna pikać, na szczycie wzniesienia istne szaleństwo. Ale z tej odległości nie widać niebezpieczeństwa. Dopiero podjeżdżając bliżej okazuje się, że mieliśmy jakieś 400 metrów do fotoradaru. Maszt nie jest żółty, lecz szaro-bury, idealnie wtapia się w otoczenie. A to niespodzianka. Ale nic to, jedziemy dalej.
Miejscowość Przydargiń, Valentine One daje znać, że coś przed nami sieje. I oto naszym oczom ukazał się żółty fotograf, tym razem pstrykający w tył pojazdu. Nie czekaliśmy zbyt długo na kolejny sygnał V1, bo już w następnej miejscowości Kłanino antyradar wyłapał kolejnego fotografa. O dziwo w drodze powrotnej Valentyna uprzedziła o jego obecności ze sporej odległości i ‘przez budynek’, nie mając kontaktu ‘wzrokowego’ z ustrojstwem. REWELKA!
Kontynuując jazdę docieramy do Grzybnicy. I tu ponownie fotoradar i to jaki: stara, szara pucha Zurada, strzela w tył. A V1 szaleje. Ale to oczywiście nie koniec, bo już w Manowie na wyjeździe, kolejna szara i aktywna pucha. Irytująca jazda to mało powiedziane. Docieramy do Koszalina. W Koszalinie z racji czułości antyradaru pojawia się sporo sygnałów, głównie z galerii handlowych, stacji benzynowych i firm, gdzie zainstalowano różne czujniki. Ale wśród tych sygnałów wyodrębniają się fotoradarowe. I tak już na wjeździe pierwszy strzał, drugi w centrum miasta, trzeci na wylocie, przy Castoramie nieopodal Politechniki. Za Koszalinem do Mielna już spokojnie, ale zakorkowana droga nie pozwala na swobodną jazdę.

Ustawienia antyradaru Valentine One: dedykowane na Europę (EU), standardowe (prosto z pudełka), ze zwiększoną czułością (duże U). Montaż przyssawkami na przedniej szybie obok lusterka wstecznego. Prędkość jazdy oscylowała w okolicach 100-120km/h, jazda na tempomacie przez większość czasu.

Dlaczego warto wybrać Valentynę?

  • działa doskonale niezależnie od innych użytkowników drogi (patrz CB radia, Yanosik);
  • działa niezależnie od warunków panujących na drodze (dzień, noc, deszcz, śnieg, mgła);
  • działa tak samo w miastach (i to przez budynki), jak i na trasie;
  • kompaktowa i dyskretna konstrukcja nie przeszkadza podczas jazdy (a na światłach stała drogówka obok nas, mimo że nam się przyglądali, sprzętu nie zauważyli smiley)
  • jazda z V1 jest bezpieczna (mniej stresu o mandat), płynna (nie wachlujemy ciągle biegami), ekonomiczna (oszczędzamy paliwo, poza tym jesteśmy mniej zmęczeni)
  • bardzo duża czułość pozwala na wykrycie siejących fotografów z odległości nawet kilometra (!)

Wady V1?

  • technicznych brak;
  • aby wykorzystać w pełni możliwości sprzętu trzeba poświęcić dwa dni na zrozumienie komunikatów urządzenia (1-wszy dzień na przyzwyczajenie się do obecności antyradaru na pokładzie, 2-gi dzień na naukę jazdy z antyradarem = zmiana stylu jazdy na LEPSZE smiley)

Podsumowując, Valentine One to prawdziwa perełka, w którą powinien zaopatrzyć się każdy jeżdżący w długie trasy i jeżdżący często, przez co narażony na większe prawdopodobieństwo ‘ustrzelenia’. Kto raz spróbuje, nie będzie chciał wrócić do poprzedniego status quo. Wykrywa niebezpieczeństwo z dużej odległości, w trudnych warunkach pogodowych i nocą oraz przez przeszkody terenowe i budynki(!). Dyskretny, skuteczny, rewelacyjny! POLECAM!

Valentyna sprawdza się w trasie

A my dziękujemy za relację, ciekawe sptostrzeżenia i opinie. Również polecamy 'Valentynę' i zapraszamy po antyradary (i nie tylko) do sklepu motoryzacyjnego Hadron w Warszawie oraz na strony naszego eSklepu auto-moto!

Antyradarowy weteran Valentine One – czy wciąż najlepszy?

Valentine One weteranem wśród antyradarów? Właśnie tak. Produkt jest bowiem obecny na rynku od 21 lat i wciąż cieszy się niesłabnącym powodzeniem, a ktoś, kto raz spróbował jazdy z Valentine One, nie wyobraża sobie zmiany na jakikolwiek inny model. Pytanie zatem, dlaczego tak wielu uważa go za najlepszy antyradar dostępny na rynku, mimo że jest to już bardzo dojrzały produkt, a producenci proponują coraz to nowsze konstrukcje?

Najlepszy antyradar Valentine One

Odpowiedź jest prosta: JAKOŚĆ. I to dosłownie wszystkiego, począwszy od obudowy, którą w przeciwieństwie do plastikowej konkurencji wykonana jest z odlewu magnezowego, przez montaż dwóch (przednia i tylna) anten, a nie jednej, jak to jest u innych, po podświetlany panel, który wskazuje kierunek nadejścia wiązki pomiarowej, czego do tej pory nie można spotkać w żadnym innym antyradarze. Ale to nie koniec atutów, bowiem antyradar Valentine One można przymocować do przedniej szyby i regulować w 15 różnych pozycjach nachylenia oraz odpinać za dotknięciem jednego palca. Nie ma też mowy o wypinaniu się kabla zasilającego z gniazda zapalniczki, bądź samego detektora, ponieważ jest on blokowany, zarówno z jednej, jak i drugiej strony. I rzecz najważniejsza dla antyradaru, czyli czułość samego radaru, która jest bezkonkurencyjna w przypadku weterana od samego początku obecności na rynku. Dlatego jest lepszy i skuteczniejszy od innych. Dlatego jest najlepszy! Nic dodać, nic ująć – zapraszamy do naszego sklepu internetowego.

loading