PORÓWNANIE: Yanosik GT vs Yanosik GT-R

PORÓWNANIE: Yanosik GT vs Yanosik GT-R

Oczekiwana zmiana
Cieszący się dużą popularnością wśród rodzimych kierowców Yanosik GT od września 2016 roku ma swojego następcę – Yanosika GT-R – i w tym wpisie postaram się ocenić czy jest to następca godny.

Na pierwszy rzut oka
różnicy nie widać, bowiem w obu Yanosikach zarówno wymiary, jak i ilość i umiejscowienie fizycznych przycisków, służących do obsługi najważniejszych funkcji są takie same. W Yanosiku GT-R symbole na nich przeszły jedynie kosmetyczny lifting. Producent zapewne stwierdził, że lepsze jest wrogiem dobrego i nic w tej kwestii nie zmienił, ponieważ korzystanie z fizycznych przycisków jest bardzo wygodne podczas prowadzenia samochodu i można to robić nie patrząc na ekran. Pozostały też 3 przyciski pojemnościowe służące głównie do zmiany ustawień.

yanosik-gtYanosik GT

yanosik-gt-rYanosik GT-R

Po uruchomieniu obu Yanosików pojawiają się jednak pewne różnice. Pierwsze co zauważymy to kolorowy wyświetlacz w GT-R. Co ciekawe, u poprzednika był on taki sam, jednak programiści Yanosika nie zdecydowali się praktycznie wykorzystać jego możliwości w tym zakresie, no może poza wskaźnikiem naładowania baterii 🙂 Oba modele pokazują liczbę zalogowanych aktualnie użytkowników aplikacji oraz kierunek i odległość do najbliższego zdarzenia (np. wypadku, kontroli prędkości). Na obu zobaczymy też naszą aktualną prędkość podróżowania – tu pojawiają się jednak pewne różnice, mianowicie w modelu GT-R dodatkowo widoczna jest dopuszczalna przez przepisy prędkość na danym odcinku, a gdy ją przekroczymy ekran wyraźnie sygnalizuje nam ten fakt poprzez pojawienie się dużego czerwonego kółka wokół wartości prędkości pojazdu. To niewątpliwa przewaga nowszego urządzenia. Nową funkcją jest też EcoDriving, który informuje nas (przynajmniej teoretycznie), czy nasz styl jazdy w danym momencie jest ekonomiczny. Jest to raczej taki bajer, gdyż jego wskazania (możecie to zobaczyć na naszym filmiku na dole wpisu) są nieco wątpliwe, co nie dziwi biorąc pod uwagę, że nie posiada on połączenia z komputerem pokładowym, ani wbudowanego akcelerometru, a dane zaciąga po prostu z GPS’u. Kolejną nowością jest Asystent Parkingowy. To akurat bardzo przydatna funkcja. Pojawienie się na ekranie symbolu “P” nad przyciskiem pojemnościowym informuje nas o znajdowaniu się w strefie płatnego parkowania. Po jego naciśnięciu otrzymujemy informacje o rodzaju strefy, godzinach obowiązywania i wysokości opłat. Duży plus dla GTR’a.

komunikator Yanosik GT-R tryb parkingowy

Jest jeszcze jedna nowa funkcja – tryb motocyklowy. Po uruchomieniu tego trybu, informuje prowadzącego motor o zbliżającym się zdarzeniu zmieniając kolor ekranu i wyświetlając jednocześnie duży symbol, który powinien być dzięki temu łatwiejszy do zauważenia przez motocyklistę, nie słyszącego przecież dźwięku z głośników. W tym miejscu małe sprostowanie: na naszym filmiku z porównaniem obu Yanosików, stwierdziliśmy, że po uruchomieniu trybu motocyklowego nie widać żadnej różnicy w działaniu GT-R’a. Wynikało to z faktu, że podczas testowania tej funkcji nie wiedzieliśmy czego się spodziewać po urządzeniu i przegapiliśmy zmianę koloru tła 🙂

Opłaty bez zmian
Oba komunikatory z logo Yanosik do prawidłowego funkcjonowania wymagają wykupienia abonamentu w wysokości 99 zł na rok (dane na grudzień 2016 r.) – czyli nie całe 10 zł miesięcznie, co wydaje się rozsądną kwotą za możliwości, które oferują.

Montaż niestety też bez zmian
Zarówno stary jak i nowy model są montowane standardowo na taśmy samoprzylepne z rzepem – nie jest to idealne rozwiązanie i szkoda że producent nie zdecydował się tego w nowym Yanosiku poprawić. Ale (tak jak wcześniej) można dokupić dedykowany uchwyt, a w firmie HADRON, możesz taki otrzymać gratis, jeśli zamówisz któreś z tych dwóch urządzeń w naszym sklepie www i wpiszesz w zamówieniu hasło “uchwyt 123”.

Cena niestety zmieniona
Yanosik GT kosztuje niecałe 400 zł, a wersja GT-R poniżej 450 zł ( ceny z grudnia 2016 r. bez abonamentu). Śmiem domniemać, że w nowym Yanosiku GT-R, elektronika (hardware) nie zostały zmienione a modyfikacjom i odświeżeniu uległo jedynie oprogramowanie (software). Szkoda, że producent wykorzystał ten fakt do podniesienia ceny. Mimo to biorąc pod uwagę niewielką różnicę w cenie, ok. 50 zł, ja bym się nie zastanawiał i wybrał model GT-R 🙂

A poniżej zobacz nasze porównanie obu modeli w wersji wideo 🙂


Zniknięcie tych fotoradarów spowodowało niemały zamęt! To fakt…

Tytuł tego wpisu dla fanów polskiego kina może przywołać skojarzenie z filmem “Miś” Stanisława Barei. Nie bez powodu pozwoliłem sobie na przywołanie tego dzieła polskiej kinematografii, mimo tego, że tematem, który dziś podejmuję,  są fotoradary. A właściwie zniknięcie fotoradarów Straży Miejskiej od początku 2016 roku. Mimo tego, że mamy już połowę kwietnia to w pewnym stopniu jest to nadal ważny temat. Jak zapewne wiecie mimo szczerych chęci GDDiK, niektóre fotoradary zniknęły, a inne nadal pozostają zasłonięte czarną folią, przypominając wielkie paczki z przesyłkami. Wszyscy kierowcy już przyzwyczaili się, że chociażby w tunelu Wisłostrady mogą jechać szybciej niż 50 km/h na godzinę bez obawy o nowe zdjęcie. Dlaczego o tym piszę ? Pewnie część z Was już uznała mnie za szaleńca, zwolennika “fotopstryków”.

Piszę ten wpis o zniknięciu fotoradarów, ponieważ uważam, że odwoływanie kontroli prawa (a jednak fotoradary to w jakimś stopniu instrument kontrolny dla przepisów o ruchu drogowym) to delikatnie mówiąc nieprzemyślana decyzja. Jeżeli nadal nie do końca rozumienie moje intencje, to już wszystko Wam wyjaśniam. Praktycznie codziennie jeżdżę tunelem Wisłostrady. Ci, którzy znają Warszawę, wiedzą co to za komiczny wytwór. No nic, nie będziemy się śmiać z jego płaskiego dachu czy słynnego przystanku za wiele milionów. Odkąd zacząłem jeździć samochodem, to fotoradar przed wjazdem do tunelu Wisłostrady na wysokości ulicy Karowej był tym miejscem, gdzie należało zwolnić, szczególnie że zwalniali tam prawie wszyscy. Jeszcze w końcówce 2015 roku czułem, że to taka świecka tradycja jazdy Wisłostradą. I wszystko było ok, każdy wiedział, gdzie jest radar, co bardziej spóźnieni otrzymywali czasem mandaty. Obywatele generowali zyski dla Państwa, zasadniczo machina kontroli obywateli działała. Mimo tego, że nie fajnie jest dostawać mandaty, to uważałem zawsze, że akurat widoczne fotoradary to uczciwa forma kontroli. Przyzwyczajenie kierowców takich jak ja, nie jest korzystne dla sklepu Hadron- w końcu w ofercie mamy wiele antyradarów 🙂

Wraz z początkiem 2016 roku opisany przeze mnie spokój runął! Powróciły wyścigi na drogach, łamanie sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniach, gdzie dotychczas mieliśmy do czynienia z fotoradarami! Również dla mnie ten okres nie był szczęśliwy. Nie minął nawet pierwszy miesiąc nowego roku, i otrzymałem…mandat za przekroczenie prędkości w tunelu Wisłostrady, co więcej nagrali mnie funkcjonariusze w nieoznakowanym radiowozie. Od tego czasu rzeczywiście obserwuję w tym miejscu dużo “suszących” radiowozów.

Jaki jest z tego wniosek ?

Fotoradary stacjonarne były w znanych miejscach, zwiększały bezpieczeństwo, zachęcały klientów do antyradarów, a przede wszystkim były łatwe do wykrycia! A te wszystkie radary laserowe czy nieoznakowane radiowozy z wideorejestratorami to…zbyt skuteczna forma łapania kierowców.

Drodzy czytelnicy! Uważajcie więc na okolice miejsc, gdzie dotychczas były fotoradary stacjonarne! Jeździjcie bezpiecznie, nie łamiąc tym samym przepisów! Jeżeli jednak chcecie w spokoju podróżować autem, to może warto pomyśleć o urządzeniu takim jak Coyote lub Yanosik, bądź o antyradarze?

Decyzję pozostawiam Wam, ale…na wszystkie Wasze pytania odpowiemy!

Adam Walewski

Zwykły to banan, czy chiquita? Porównanie nowego Yanosika GT z Coyotem

Jeszcze nie tak dawno, Yanosikowy asystent kierowcy tkwił w nieciekawej obudowie, która przypominała mi warszawską giełdę Wolumen i uniwersalne, “maszczykowskie” rozwiązania z lat 90-tych. Krótko mówiąc Yanosik R, który oferował kierowcom usługi z XXI wieku, wizualnie tkwił w poprzedniej epoce. Nic nie zapowiadało zmian, bo urządzenia sprzedawały się dość dobrze, a i tak większość kierowców wybierała aplikację na smartfony. Wszystko się zmieniło, gdy w drugiej połowie 2013 roku zrobiło się głośno o Coyote. To francuskiej produkcji cudeńko, sprzętowo było dopracowane w każdym calu i wizualnie biło na głowę rodzimego Yanosika.

Coyote mimo wielu zalet nie miał łatwo. Wysoka cena zakupu oraz utrzymania systemu, połączona z małą ilością użytkowników w Polsce, tworzyła pewnego rodzaju zamknięte i zaklęte koło, które ciężko było rozbujać. Taka sytuacja miała miejsce jeszcze na przełomie 2013/2014 roku, ale dziś, rynek interaktywnych komunikatorów wygląda z goła inaczej. Od Yanosika dostaliśmy nową wersję GT, a od Coyota nowe ceny i darmową aplikację mobilną, która błyskawicznie łowi nowych użytkowników. Porównajmy więc dziś oba systemy.

Coyote i nowy Yanosik-GT

Wygląd
Coyote od początku, gdy wszedł na polski rynek niczego nie zmienił, ale i nie musiał, bo wygląda świetnie. Duży (3,2”), dotykowy, kolorowy ekran LCD tak, jak w najnowszych smartfonach, wypełnia niemal cały front urządzenia. W komplecie dostajemy uchwyt na kokpit pojazdu, który jest do niego klejony jednym drobnym elementem, a resztę stabilnych mocowań załatwiają magnesy.

Yanosik GT jest nieco większy od Coyote. Ma mniejszy ekran LCD o przekątnej 2,4” i mimo iż jest kolorowy to programiści jakoś bali się je wykorzystać. Podczas pracy ma się wrażenie, że ekran jest monochromatyczny, a kolory pojawiają się tylko przy gwiazdkach i stanie baterii. Yanosik GT tak, jak poprzednia wersja „R” ma fizyczne klawisze. Jest ich mniej, dokładnie 6, ale są duże i wygodne w użyciu. Do mocowania urządzenia, podobnie do wersji „R”, otrzymujemy zestaw rzepów z taśmą klejącą od spodu. Zarówno do Yanosika GT, jak i do Coyota, możemy dokupić uchwyty na szybę.

Obsługa
Oba urządzenia, zaraz po wyjęciu z pudełek są gotowe do działania. Mimo iż mają wbudowane akumulatory, to warto podłączyć zasilanie do gniazda zapalniczkowego, aby po chwili same automatycznie pobudziły się do pracy. Będąc odbiorcą informacji, właściwie nic nie trzeba robić. Korzystanie ogranicza się do nasłuchiwania komunikatów i obserwacji ekranu. Różnice zaczynają się, gdy chcemy być aktywnym użytkownikiem i zgłosić jakieś zdarzenie.

Yanosik GT posiada duże, łatwo dostępne klawisze i za pomocą 4 z nich możemy zgłosić przypisany do nich: radar, wypadek, ITD, nieoznakowany pojazd w okolicy. Wystarczy jednokrotnie wcisnąć dany klawisz i gotowe. Nawet dla kogoś mało obeznanego, używanie Yanosika GT będzie dziecinnie proste.

Coyote nie ma przycisków (prócz zasilającego). Cała obsługa odbywa się za pomocą dotykowego ekranu i czasem wymaga dwóch jego naciśnięć lub naciśnięcia i wypowiedzenia zdarzenia głosowo, bo Coyote ma wbudowany mikrofon i funkcję rozpoznawania głosu. Nieco bardziej rozbudowany w porównaniu z Yanosikiem GT interfejs użytkownika pozwala na precyzyjniejsze zgłoszenie, większej ilości różnych zdarzeń. Może to niektórym użytkownikom, zwłaszcza starszym osobom, na początku przysporzyć nieco kłopotów. Tak, jak pisałem na początku, oba urządzenia tuż po zakupie gotowe są do pracy, ale umożliwiają parę ustawień.

Yanosik ograniczył wszystko do minimum i możemy ustawić jedynie głośność i jasność świecenia ekranu.

Coyote daje do dyspozycji całe rozbudowane menu z dziesiątkami ustawień, od wyglądu po typy ostrzeżeń.

Menu Coyote

Przekazywane informacje
Yanosik poinformuje nas o zbliżającym się fotoradarze, kontroli policyjnej, korku, wypadku, Inspekcji Transportu Drogowego, nieoznakowanym radiowozie w okolicy. Te informacje przekazywane są za pomocą komunikatów głosowych i wyświetlane są na ekranie. Dodatkowo na wyświetlaczu mamy informacje o odległości do zdarzenia i kierunku, w jakim się znajduje. Nowy Yanosik GT prezentuje też liczbę aktualnie włączonych użytkowników oraz wiarygodność zgłaszającego zdarzenie.

Coyote, nie ma co ukrywać, oferuje znacznie więcej i dokładniej. Podobnie jak w Yanosiku GT dowiesz się o fotoradarze, ale tu będziesz miał pewność, że jest on po Twojej, a nie przeciwnej stronie ulicy. Dostaniesz informację o korku i dodatkowo dane o jego długości oraz czasie trwania. W Coyocie można zgłaszać i otrzymywać informacje nawet o złej nawierzchni jezdni, zwężeniu, zatrzymanym pojeździe, czy złych warunkach drogowych. Coyote oraz Yanosik GT podają dane o wiarygodności zgłaszającego na zasadzie zdobytych gwiazdek. Jednak Coyote znów jest dokładniejszy i informuje kiedy zgłoszenie miało miejsce, czy informacja o korku jest sprzed 2 minut, czy sprzed 2 godzin oraz ilu użytkowników dane zdarzenie zgłosiło. Bardzo praktyczne jest też podawanie na wyświetlaczu asystenta kierowcy Coyote, informacji o dopuszczalnej prędkości na danej drodze oraz sygnalizowanie faktu jej przekroczenia. To jeszcze nie wszystko, bo o ile Yanosik GT informuje nas o ilości wszystkich użytkowników będących online, to Coyote podaje ilu ich jest w naszej, najbliższej okolicy i jaka jest odległość do najbliższego wraz z jego wiarygodnością. Trzeba przyznać, że na tym polu, Yanosik ma jeszcze trochę do nadrobienia.

Zobacz na poniższym filmie oba urządzenia w działaniu. Przepraszam za drgania w drugiej części – następnym razem ustabilizuję operatora 😉

Społeczność
Coyote chwali się, że w Europie używa go ponad 2,5 miliona kierowców. Niestety nie chwali się ilu użytkowników zdobył w Polsce, a to bardzo istotna informacja dla systemu, który oparty jest na społeczności. Trzeba pamiętać, że do Polski Coyote zawitał w pierwszej połowie 2013 roku, ale właściwie usłyszeliśmy o nim pół roku później. Spora cena zakupu i rocznego abonamentu powodowała, że ten nowy interaktywny komunikator bardzo powoli pozyskiwał kolejnych użytkowników. Na szczęście firma zdała sobie z tego sprawę i dość szybko zaczęła organizować różnego rodzaju promocje cenowe i kampanie informacyjne. Co więcej, pojawiła się darmowa wersja aplikacji na smartfony i teraz niemal każdy może sprawdzić, jak działa Coyote. Tak więc liczba fanów, jak i tempo ich pozyskiwania jest coraz większe.

Yanosik to marka, którą ja znam już od 2008r. Będąc na naszym rynku od tylu lat zdobyła uznanie i dziesiątki tysięcy aktywnych użytkowników. Pewnie dlatego jego producenci nie mają zahamowań, aby się nimi chwalić i podają ilość aktualnie zalogowanych, zarówno na swojej stronie www, czy wyświetlaczu samego terminala GT. Duża społeczność skupiona wokół Yanosika to jego duża przewaga nad Coyotem, która zapewne jeszcze przez jakiś czas się utrzyma.

Cena
Jeszcze na początku 2014 roku, różnica między cenami zakupu asystenta kierowcy Yanosik, a Coyote była ogromna. Dla Coyota dramatycznie wyglądało też porównanie kosztów utrzymania obu systemów. Dziś sprawa wygląda z goła inaczej i urządzenia Yanosik GT, jak i Coyote możemy kupić w tej samej cenie. Abonament w przypadku Yanosika wzrósł z 70zł do 99zł/ rok, a w przypadku Coyota mamy do czynienia z promocją i obniżką ceny z 399zł na 199zł/ rok. Tak więc różnica to jedynie 100zł kosztów rocznego utrzymania systemu.

Zasięg
Yanosik to nasz rodzimy, lokalny produkt przeznaczony na rynek polski. Na dzień dzisiejszy nic nie wiadomo, aby producenci chcieli wyjść z produktem poza granice naszego kraju.

Coyote, co prawda za dopłatą 200zł na rok, to jednak umożliwia korzystanie z systemu w 8 krajach Europy, a kolejne przewidziane są w przyszłości.

Podsumowanie
Yanosik GT, „dobre bo polskie”, chciałoby się powiedzieć. Z pewnością system jest prosty w użytkowaniu, stosunkowo tani i ma za sobą dziesiątki tysięcy użytkowników. To atuty nie do przecenienia. Ale jak to powiedziano „są zwykłe banany i jest Chiquita” i Coyote jest taką Chiquitą wśród zwykłych interaktywnych komunikatorów. Światowy, dopracowany, z mnóstwem przydatnych i szczegółowych informacji. Musi tylko zebrać większą rzeszę użytkowników, co z nowymi niższymi cenami i darmową aplikacją nie powinno potrwać zbyt długo.

loading