Wideorejestrator… w policyjnym radiowozie

Wideorejestrator… w policyjnym radiowozie

Pytania są zasadniczo tylko trzy:

  • co rejestruje wideorejestrator zamontowany w radiowozie policyjnym?
  • czy wynik takiego pomiaru jest poprawny?
  • czy Policja może w pogoni za piratem drogowym łamać prawo np. przekraczając prędkość?

 

Co rejestruje policyjny wideorejestrator?

Kamera w radiowozie policyjnym nie wysyła żadnych fal. Cały pomiar odbywa się tak, że na ustalonym odcinku drogi (50-200 m) mierzone są dwie wartości, czyli czas przejazdu radiowozu i przejechany odcinek. W ten sposób obliczana jest średnia prędkość… radiowozu. Mówiąc dokładniej, prędkość radiowozu jest mierzona na kołach pojazdu (wideorejestratory Videorapid 2A, PolCam). Do tego oczywiście rejestrowany jest obraz samochodu jadącego przed Policją.

Czy wynik pomiaru policyjnym wideorejestratorem jest poprawny?

Teoria jest taka, że poprawny wynik pomiaru zakłada utrzymanie tej samej prędkości obu pojazdów i tej stałej odległości przez pewien czas. Każdy kierowca wie, że takie warunki zachodzą tylko w teorii. Utrzymanie identycznej prędkości, przez pewien czas jest niemal niemożliwe. W takiej sytuacji, jeśli sprawa trafia do sądu, biegli stosują ciekawą formułę a mianowicie “pomiar prawidłowy, ale nieoptymalny”. Na logikę to stwierdzenie w stylu “to takie same drzewa, tylko, że inne”. Zostawmy jednak logikę i przejdźmy do przykładu Krzysztofa Hołowczyca, którego znamy jako głos z AutoMapy. Oczywiście “Hołek” prędkość przekroczył i nie ma na to usprawiedliwienia. Kwestia dotyczy pomiaru. Według policyjnego pomiaru z wideorejestratora jechał 204 km/h, sąd wyliczył że jechał 161 km/h. Gdzie zniknęło 43 km/h? Hołowczyc jechał więc w miejscu ograniczenia do 90 km/h o 71 km/h szybciej niż powinien a nie o 114 km/h jak wyliczyła Policja.

Skoro sprawa trafiła na Hołowczyca, rzec stała się głośna. Niemniej sądy przyznawały racje szeregowym kierowcom w sporach z Policją. Tak było np. w Katowicach w 2017 roku. Kierowca nie przyjął mandatu, więc sprawa trafiła do sądu. Wskazania policyjnego wideorejestratora pokazywały przekroczenie o 30 km/h. Orzeczenie sądu mówi mniej więcej tak: policyjne wideorejestratory mają homologację, ale stwierdza ona tylko, że kamera spełnia normy techniczne. I tyle. Pomiar natomiast jest obarczony sumą błędów i jest symulacją dokonywaną na podstawie prędkości samochodu policyjnego.

W Polsce nie istnieje system precedensu, więc wyrok jednego sądu nie wpływa na linię orzeczniczą innych sądów. Jest jednak i wyrok sądu w Lublinie. Sytuacja jak zawsze. Emilian P. jechał w Lublinie swoim BMW. Policja “zmierzyła” prędkość 93 km/h w terenie gdzie obowiązywało ograniczenie do 50 km/h. Sprawa trafiła do sądu. Wyrok (Sąd Rejonowy Lublin-Zachód, 28.11.2017): nagranie z policyjnego wideorejestratora (PolCam) nie może być dowodem w sprawie (sygnatura akt III W 1540/16). Kierowca został uniewinniony.

Z czego wynika błąd pomiaru policyjnym wideorejestratorem?

Krótko mówiąc niemal ze wszystkiego. Z fizyki wynika, że pojazd zbliżający się z tyłu (radiowóz) musi mieć większą prędkość niż samochód kontrolowany. W ten sposób zawyża się prędkość auta kontrolowanego. Pomijając nawet stałą prędkość i odległość dwóch pojazdów, których praktycznie nie da się zachować, błąd może wynikać nawet z opon. Jak to możliwe? Jeśli w radiowozie są inne opony niż te w jakie było wyposażone auto, z którego korzystano podczas kalibracji rejestratora, wynik nie będzie poprawny (niektórzy autorzy podają, że w takim wypadku błąd może dochodzić do 20%). Wystarczy inny profil opon lub niższe ciśnienie w kołach i wynik będzie zaburzony (pomiar jest wykonywany w oparciu o prędkość obrotową kół radiowozu). Wspomniany wyrok sądu w Lublinie mówi wprost: “Przeczucie funkcjonariusza policji o tym, iż kierujący przekracza dozwoloną prędkość nie wystarczy w sytuacji, gdy państwo, które reprezentuje, nie jest w stanie wyposażyć go w adekwatne dla potrzeb i możliwości technicznych XXI wieku urządzenie, które ustali i zabezpieczy dowód przekroczenia prędkości w sposób, który nie będzie budził wątpliwości” (cyt. za: moto.wp.pl).

Czy Policja może łamać prawo?

Dochodzimy w końcu do wisienki na torcie. Jeśli radiowóz z wideorejestratorem jedzie za piratem drogowym, to z konieczności sam musi dozwoloną prędkość przekroczyć. Wyraz “musi” trzeba tu traktować dosłownie, bowiem zgodnie z rozporządzeniem Komendanta Głównego Policji  (§ 5, ust. 1 zarządzenia 497 z dn. 25.05.2004) policjanci muszą podjąć czynności, które zmierzają do zatrzymania kierowcy przekraczającego prędkość.

Oczywiście Policja (i kilka innych służb) może przekraczać dozwoloną prędkość, ale pod warunkiem, że dzieje się to z użyciem pojazdu uprzywilejowanego i w określonych okolicznościach. Mamy też definicję takiego pojazdu (Prawo o ruchu drogowym, art. 2 pkt 38). Jest więc to “pojazd wysyłający sygnały świetlne w postaci niebieskich świateł błyskowych i jednocześnie sygnały dźwiękowe o zmiennym tonie…”. Pojazdy jadące za kontrolowanym samochodem nie są pojazdem uprzywilejowanym, więc na jakiej podstawie przekraczają dozwoloną prędkość? Już pomijamy inne “występki” jakie może popełnić patrol w “pościgu” (bo kto zabroni przekraczać podwójną ciągłą lub przejeżdżać na czerwonym świetle).

Przenieśmy się zatem do Bydgoszczy. Funkcjonariusz został oskarżony o liczne wykroczenia drogowe (m. in. jazdę po chodniku) podczas pościgu nieoznakowanym radiowozem. Policjant został uznany za winnego, ale odwołał się i ostatecznie został uniewinniony. I tak dochodzimy do ciekawej sytuacji. W Polsce, jak już pisaliśmy, nie ma prawa precedensu, ale Policjanci powołują się na ten wyrok (Sąd Okręgowy w Bydgoszczy, z dn. 20.02.2009, syg. akt IV Waz 10/09), żeby uzasadnić przekraczanie prędkości. Jednocześnie kilka wyroków sądu, o których pisaliśmy wyżej i które wskazują na niedopuszczalność stosowania tej metody pomiaru prędkości, nie sprawia, że wideorejestratory znikną z policyjnych samochodów.

W drodze zapytania, Hadron zwrócił się więc do Komendy Głównej Policji z prośbą o zajęcie stanowiska w tej sprawie, prosząc o wskazanie konkretnej podstawy prawnej. Otrzymaliśmy odpowiedź, którą autor określił jako mającą walor opinii prawnej:

“Wyłącznie z uwagi na ustawowy nakaz czuwania przez Policję nad bezpieczeństwem i porządkiem ruchu na drogach, kierowania ruchem i jego kontrolowania informuję, że poruszając się w granicach ogólnego systemu wartości prawnych, służących za podstawę dla obowiązującego systemu prawa, zrozumiałym i logicznym jest wyłączenie możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności za wykroczenia, w związku z brakiem winy i społecznej szkodliwości czynu, policjanta, którego obowiązkiem jest ochrona bezpieczeństwa i porządku publicznego w ruchu drogowym, w zakresie w jakim jest to konieczne dla realizacji nałożonych na niego zadań – przykład: niejawna kontrola prędkości przy użyciu pojazdu służbowego wyposażonego w wideorejestrator i ściganie sprawców naruszeń prawa. Jest to działanie w ramach kontratypu „Non facit fraudem, qui facit, quod debet” (Nie czyni bezprawia, kto spełnia swoją powinność), obowiązującego w prawie karnym i prawie o wykroczeniach. Wyłączenie odpowiedzialności następuje także w sytuacji, gdy formalnie czyn wyczerpuje znamiona wykroczenia. Możliwość użycia pojazdu służbowego jako uprzywilejowanego w ruchu, należy traktować jako uprawnienie, a nie każdoczesny obowiązek policjanta, z którego może on skorzystać adekwatnie do potrzeb, w konkretnych usprawiedliwionych okolicznościach” (Jakub Kołacz, Komenda Główna Policji).

Kontratyp, którego nie ma

Powołano się na zasadę kontratypu, czyli na taką okoliczność, która powoduje, że czyn zabroniony (zachowanie o znamionach określonych w ustawie) przestaje być bezprawny; jest zatem nieprzestępny. Rzeczywiście jeśli się bronisz i zabijesz napastnika, to obrona konieczna jest jednym z kontratypów. Problem polega na tym, że Prawo o ruchu drogowym to dziedzina prawa administracyjnego a to prawo nie zna zasady kontratypu… W sprawie kontratypu jest także odpowiedź Podsekretarza stanu Adama Rapackiego na interpelację posła Stanisława Witaszczyka. Pytanie posła dotyczyło używania przez Policję nieoznakowanych samochodów z wideorejestratorami.

Poseł pytał: “Obecnie policjanci kierowcy nieoznakowanych radiowozów nie mogą w czasie pościgu przekraczać dozwolonej prędkości, muszą też stosować się do wszystkich innych przepisów ruchu drogowego. W takiej sytuacji nie jest możliwe skuteczne używanie samochodów wyposażonych w wideorejestratory, na które poniesiono przecież znaczne koszty z budżetu państwa. Zdaję sobie sprawę, że przekraczanie przepisów ruchu drogowego – również przez funkcjonariuszy Policji – może stwarzać niebezpieczeństwo na drodze. (…) Biorąc pod uwagę powyższe, proszę Pana Premiera o udzielenie odpowiedzi na pytanie: W jaki sposób Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zamierza rozwiązać problem używania ww. samochodów przez policję w kontekście zarówno bezpieczeństwa obywateli, jak i poniesionych kosztów?

Adam Rapacki z MSWiA odpowiedział: “Na początkowym etapie prac legislacyjnych nad zmianą ww. ustawy rozważano propozycję sformułowania i zamieszczenia w przedmiotowym akcie prawnym kontratypu obejmującego przypadki, w których policjant, realizując powierzone mu zadania, dopuszcza się czynów uznawanych za wykroczenia. Jako przykład wskazano jazdę z prędkością większą niż dozwolona przez kierującego nieoznakowanym radiowozem wyposażonym w wideorejestrator, w celu ujawnienia i utrwalenia przebiegu wykroczenia, bądź też przez załogę radiowozu prowadzącego obserwację.

W trakcie dalszych uzgodnień przedstawiona propozycja zrodziła jednak wiele wątpliwości, dlatego po przeprowadzeniu szczegółowych analiz kierownictwo Komendy Głównej Policji podjęło ostatecznie decyzję o zaniechaniu umieszczania tego typu regulacji w przedmiotowej ustawie, uznając że w tego typu przypadkach istnieje możliwość powołania się na, uznawany zarówno przez praktykę, jak i teorię, pozaustawowy kontratyp działania w granicach uprawnień lub obowiązków określonych w przepisach szczegółowych” (Interpelacja nr 8521).

Pozaustawowy kontratyp działania w granicach uprawnień lub obowiązków określonych w przepisach szczegółowych, to z kolei taka figura, w której inny przepis prawa daje uprawnienie do zachowania się w określony sposób (dlatego np. sędzia nie odpowiada za pozbawienie kogoś wolności wydając wyrok skazujący czy komornik za zajęcie mienia). Ten kontratyp ma jednak swoje granice określone w prawie (np. sędzia nie może za kradzież batonika wsadzić kogoś na 25 lat a komornik zlicytować babci na targu niewolników). Problem w tym, że w przypadku nieoznakowanego radiowozu przekraczającego prędkość nie ma żadnych przepisów nakładających na policjantów takie uprawnienie… (wspomniane rozporządzenie 497 mówi tylko o tym, aby “niezwłocznie podjąć czynności zmierzające do zatrzymania sprawcy”).

Czy więc policjant przekraczający prędkość, aby złapać pirata drogowego powinien stracić prawo jazdy?

“Jeśli pojazd jedzie bez sygnałów świetlnych i dźwiękowych, to nie wolno mu przekraczać prędkości. Nigdzie nie jest powiedziane, że w związku wykonywaniem pomiaru prędkości policjant ma prawo przekraczać dopuszczalne limity. Możliwe jest to w wyjątkowych przypadkach, gdy wiąże się ze stanem wyższej konieczności. Dlatego moim zdaniem policjant, przekraczając rażąco prędkość, nie tylko powinien mieć zatrzymane prawo jazdy, ale też odpowiadać za popełnienie wykroczenia” (prof. Ryszard Stefański, profesor nauk prawnych w wywiadzie dla Gazety Prawnej).

Tak czy inaczej najlepszą drogą do uniknięcia problemów jest trzymanie się dozwolonej prędkości i używanie systemów wzajemnego komunikowania się kierowców jak np.Yanosik. Może też pomóc nagranie z naszego własnego wideorejestratora, choć w Polsce nie ma jasnych przepisów dotyczących wartości dowodowej nagrania z własnej kamery samochodowej…

A jakie jest Twoje zdanie na temat wideorejestratorów w policyjnych radiowozach?

Powyższy tekst nie jest analizą prawną i nie należy go tak traktować.

Z Yanosikiem na Warsaw Moto Show 2017

Hadron-Gold-Partner-Yanosik

Międzynarodowe Targi Motoryzacyjne Warsaw Moto Show w Centrum Ptak Warsaw Expo to salon samochodowy z najpopularniejszymi markami, strefa motor-sportu z autami rajdowymi i wyścigowymi czy strefa tuningu, w której prezentowane są najlepsze zmodyfikowane auta z Polski i całej Europy. Przede wszystkim jednak Targi Warsaw Moto Show to ludzie. Pojawią się Nicolas Hamilton, Rafał Sonik i bracia Collins (“Odjazdowe bryki braci Collins”). I oczywiście wszyscy odwiedzający te wydarzenia w dniach 27-29 października 2017 roku. Szykuje się cała moc atrakcji. Od konferencji na temat motoryzacji (np. „Prędkość – czy to tylko droga przez czas” prowadzona przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego), przez premiery (82 premiery motoryzacyjne i 8 samochodowych) aż do połączeń piękna kobiecego ciała z pięknem aut (strefa Playboya).

 

targi moto show 2017

targi moto show 2017

Po kilkuletniej przerwie firma Hadron będzie uczestniczyła w Targach Moto Show wraz z naszym dostawcą i partnerem firmą Neptis, producentem Yanosika. Wielu nie trzeba przypominać czym jest Yanosik. Pozostałym trzeba nadmienić, że jest to polski produkt, który stał się zamiennikiem i w pewien sposób nową wersją CB Radia. Jednak urządzenie czy aplikacja to tylko narzędzia. Z aplikacji korzysta 1,5 mln unikatowych użytkowników miesięcznie i to właśnie oni wysyłają ostrzeżenia innym o wypadkach, korkach czy kontrolach drogowych. Zapowiada się więc, że na Targach Moto Show wielu zadowolonych kierowców przyjedzie, żeby przybić piątkę z Yanosikiem. Jedni podziękują z pewnością za sprawną jazdę, inni za zwiększenie bezpieczeństwa na drodze. Część będzie i takich, którzy będą wdzięczni za długoletnią jazdę bez mandatu dzięki tej największej i najskuteczniejszej sieci wymiany informacji drogowej.

Do zobaczenia na Targach Warsaw Moto Show (stanowisko Yanosika, hala F).
Jeśli polubicie nasz profil na fb, będziecie na bieżąco z informacjami z Hadronu.
Obiecujemy relację z Targów i mnóstwo zdjęć!


PORÓWNANIE: Yanosik GT vs Yanosik GT-R

Oczekiwana zmiana
Cieszący się dużą popularnością wśród rodzimych kierowców Yanosik GT od września 2016 roku ma swojego następcę – Yanosika GT-R – i w tym wpisie postaram się ocenić czy jest to następca godny.

Na pierwszy rzut oka
różnicy nie widać, bowiem w obu Yanosikach zarówno wymiary, jak i ilość i umiejscowienie fizycznych przycisków, służących do obsługi najważniejszych funkcji są takie same. W Yanosiku GT-R symbole na nich przeszły jedynie kosmetyczny lifting. Producent zapewne stwierdził, że lepsze jest wrogiem dobrego i nic w tej kwestii nie zmienił, ponieważ korzystanie z fizycznych przycisków jest bardzo wygodne podczas prowadzenia samochodu i można to robić nie patrząc na ekran. Pozostały też 3 przyciski pojemnościowe służące głównie do zmiany ustawień.

yanosik-gtYanosik GT

yanosik-gt-rYanosik GT-R

Po uruchomieniu obu Yanosików pojawiają się jednak pewne różnice. Pierwsze co zauważymy to kolorowy wyświetlacz w GT-R. Co ciekawe, u poprzednika był on taki sam, jednak programiści Yanosika nie zdecydowali się praktycznie wykorzystać jego możliwości w tym zakresie, no może poza wskaźnikiem naładowania baterii 🙂 Oba modele pokazują liczbę zalogowanych aktualnie użytkowników aplikacji oraz kierunek i odległość do najbliższego zdarzenia (np. wypadku, kontroli prędkości). Na obu zobaczymy też naszą aktualną prędkość podróżowania – tu pojawiają się jednak pewne różnice, mianowicie w modelu GT-R dodatkowo widoczna jest dopuszczalna przez przepisy prędkość na danym odcinku, a gdy ją przekroczymy ekran wyraźnie sygnalizuje nam ten fakt poprzez pojawienie się dużego czerwonego kółka wokół wartości prędkości pojazdu. To niewątpliwa przewaga nowszego urządzenia. Nową funkcją jest też EcoDriving, który informuje nas (przynajmniej teoretycznie), czy nasz styl jazdy w danym momencie jest ekonomiczny. Jest to raczej taki bajer, gdyż jego wskazania (możecie to zobaczyć na naszym filmiku na dole wpisu) są nieco wątpliwe, co nie dziwi biorąc pod uwagę, że nie posiada on połączenia z komputerem pokładowym, ani wbudowanego akcelerometru, a dane zaciąga po prostu z GPS’u. Kolejną nowością jest Asystent Parkingowy. To akurat bardzo przydatna funkcja. Pojawienie się na ekranie symbolu “P” nad przyciskiem pojemnościowym informuje nas o znajdowaniu się w strefie płatnego parkowania. Po jego naciśnięciu otrzymujemy informacje o rodzaju strefy, godzinach obowiązywania i wysokości opłat. Duży plus dla GTR’a.

komunikator Yanosik GT-R tryb parkingowy

Jest jeszcze jedna nowa funkcja – tryb motocyklowy. Po uruchomieniu tego trybu, informuje prowadzącego motor o zbliżającym się zdarzeniu zmieniając kolor ekranu i wyświetlając jednocześnie duży symbol, który powinien być dzięki temu łatwiejszy do zauważenia przez motocyklistę, nie słyszącego przecież dźwięku z głośników. W tym miejscu małe sprostowanie: na naszym filmiku z porównaniem obu Yanosików, stwierdziliśmy, że po uruchomieniu trybu motocyklowego nie widać żadnej różnicy w działaniu GT-R’a. Wynikało to z faktu, że podczas testowania tej funkcji nie wiedzieliśmy czego się spodziewać po urządzeniu i przegapiliśmy zmianę koloru tła 🙂

Opłaty bez zmian
Oba komunikatory z logo Yanosik do prawidłowego funkcjonowania wymagają wykupienia abonamentu w wysokości 99 zł na rok (dane na grudzień 2016 r.) – czyli nie całe 10 zł miesięcznie, co wydaje się rozsądną kwotą za możliwości, które oferują.

Montaż niestety też bez zmian
Zarówno stary jak i nowy model są montowane standardowo na taśmy samoprzylepne z rzepem – nie jest to idealne rozwiązanie i szkoda że producent nie zdecydował się tego w nowym Yanosiku poprawić. Ale (tak jak wcześniej) można dokupić dedykowany uchwyt, a w firmie HADRON, możesz taki otrzymać gratis, jeśli zamówisz któreś z tych dwóch urządzeń w naszym sklepie www i wpiszesz w zamówieniu hasło “uchwyt 123”.

Cena niestety zmieniona
Yanosik GT kosztuje niecałe 400 zł, a wersja GT-R poniżej 450 zł ( ceny z grudnia 2016 r. bez abonamentu). Śmiem domniemać, że w nowym Yanosiku GT-R, elektronika (hardware) nie zostały zmienione a modyfikacjom i odświeżeniu uległo jedynie oprogramowanie (software). Szkoda, że producent wykorzystał ten fakt do podniesienia ceny. Mimo to biorąc pod uwagę niewielką różnicę w cenie, ok. 50 zł, ja bym się nie zastanawiał i wybrał model GT-R 🙂

A poniżej zobacz nasze porównanie obu modeli w wersji wideo 🙂


Zniknięcie tych fotoradarów spowodowało niemały zamęt! To fakt…

Tytuł tego wpisu dla fanów polskiego kina może przywołać skojarzenie z filmem “Miś” Stanisława Barei. Nie bez powodu pozwoliłem sobie na przywołanie tego dzieła polskiej kinematografii, mimo tego, że tematem, który dziś podejmuję,  są fotoradary. A właściwie zniknięcie fotoradarów Straży Miejskiej od początku 2016 roku. Mimo tego, że mamy już połowę kwietnia to w pewnym stopniu jest to nadal ważny temat. Jak zapewne wiecie mimo szczerych chęci GDDiK, niektóre fotoradary zniknęły, a inne nadal pozostają zasłonięte czarną folią, przypominając wielkie paczki z przesyłkami. Wszyscy kierowcy już przyzwyczaili się, że chociażby w tunelu Wisłostrady mogą jechać szybciej niż 50 km/h na godzinę bez obawy o nowe zdjęcie. Dlaczego o tym piszę ? Pewnie część z Was już uznała mnie za szaleńca, zwolennika “fotopstryków”.

Piszę ten wpis o zniknięciu fotoradarów, ponieważ uważam, że odwoływanie kontroli prawa (a jednak fotoradary to w jakimś stopniu instrument kontrolny dla przepisów o ruchu drogowym) to delikatnie mówiąc nieprzemyślana decyzja. Jeżeli nadal nie do końca rozumienie moje intencje, to już wszystko Wam wyjaśniam. Praktycznie codziennie jeżdżę tunelem Wisłostrady. Ci, którzy znają Warszawę, wiedzą co to za komiczny wytwór. No nic, nie będziemy się śmiać z jego płaskiego dachu czy słynnego przystanku za wiele milionów. Odkąd zacząłem jeździć samochodem, to fotoradar przed wjazdem do tunelu Wisłostrady na wysokości ulicy Karowej był tym miejscem, gdzie należało zwolnić, szczególnie że zwalniali tam prawie wszyscy. Jeszcze w końcówce 2015 roku czułem, że to taka świecka tradycja jazdy Wisłostradą. I wszystko było ok, każdy wiedział, gdzie jest radar, co bardziej spóźnieni otrzymywali czasem mandaty. Obywatele generowali zyski dla Państwa, zasadniczo machina kontroli obywateli działała. Mimo tego, że nie fajnie jest dostawać mandaty, to uważałem zawsze, że akurat widoczne fotoradary to uczciwa forma kontroli. Przyzwyczajenie kierowców takich jak ja, nie jest korzystne dla sklepu Hadron- w końcu w ofercie mamy wiele antyradarów 🙂

Wraz z początkiem 2016 roku opisany przeze mnie spokój runął! Powróciły wyścigi na drogach, łamanie sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniach, gdzie dotychczas mieliśmy do czynienia z fotoradarami! Również dla mnie ten okres nie był szczęśliwy. Nie minął nawet pierwszy miesiąc nowego roku, i otrzymałem…mandat za przekroczenie prędkości w tunelu Wisłostrady, co więcej nagrali mnie funkcjonariusze w nieoznakowanym radiowozie. Od tego czasu rzeczywiście obserwuję w tym miejscu dużo “suszących” radiowozów.

Jaki jest z tego wniosek ?

Fotoradary stacjonarne były w znanych miejscach, zwiększały bezpieczeństwo, zachęcały klientów do antyradarów, a przede wszystkim były łatwe do wykrycia! A te wszystkie radary laserowe czy nieoznakowane radiowozy z wideorejestratorami to…zbyt skuteczna forma łapania kierowców.

Drodzy czytelnicy! Uważajcie więc na okolice miejsc, gdzie dotychczas były fotoradary stacjonarne! Jeździjcie bezpiecznie, nie łamiąc tym samym przepisów! Jeżeli jednak chcecie w spokoju podróżować autem, to może warto pomyśleć o urządzeniu takim jak Coyote lub Yanosik, bądź o antyradarze?

Decyzję pozostawiam Wam, ale…na wszystkie Wasze pytania odpowiemy!

Adam Walewski

Radar ręczny Iskra. Czy spór o jego legalność kiedyś się skończy?

Większość z Was na samą myśl o kontroli prędkości zaczyna się denerwować. Fakt, to uczucie „suszenia” przez drogówkę, może być irytujące, szczególnie kiedy jedziemy z odpowiednią legalną prędkością. Osobiście uważam, że w wielu wypadkach pomiar prędkości zwiększa bezpieczeństwo. Zdarzają się jednak przypadki, kiedy Policja dokonuje pomiarów zaraz za „świeżo” postawionym znakiem ograniczającym prędkość ,bądź dokonuje pomiarów radarami, których wiarygodność pomiaru jest wątpliwa. Radarem ręcznym, o który już od kilku lat toczą się batalie sądowe, jest znana większości wam Iskra-1. Popularny wśród naszej Policji radar ręczny, popularnie zwany „suszarką” wzbudza ogromne emocje, ponieważ (w dużym uproszczeniu) ciężko jest stwierdzić, przy dużym natężeniu ruchu, którego pojazdu prędkość jest aktualnie mierzona. Powstawała ogromna społeczność internetowa sprzeciwiająca się wykorzystywaniem radarów Iskra-1 przez polską Policję. Znajdziemy wiele stron internetowych, gdzie kierowcy radzą jak odwołać mandat, do którego wystawienia podstawą był pomiar ze słynnej „rosyjskiej suszarki”. Jeszcze w 2014 sąd uznał, że używanie popularnej „Iskry” jest nielegalne, lecz wydłużające się postępowania sądowe, nie usunęły jeszcze radarów ręcznych „Iskra” z wyposażenia naszej drogówki. W ostatnim czasie, odbył się briefing prasowy pod budynkiem Parlamentu RP, zorganizowany przez firmę Coyote, na którym obecny był wysłannik Hadron-u. Specjalnym gościem krótkiej konferencji był znany Wam Emil Rau– prowadzący program „Łowca fotoradarów”, który już od kilku lat walczy o praworządność na polskich drogach!

Zdarzyło się Wam kiedyś dostać mandat wystawiony przez pomiar z radaru ręcznego Iskra? Mieliście wątpliwości co do wiarygodności pomiaru? Zachęcamy do podzielenia się z nami swoją opinią w komentarzach!

Zapraszamy do obejrzenia krótkiej relacji:

Porównanie: Yanosik DVR vs. Yanosik GT

Zapowiadaliśmy już wcześniej, że Yanosik DVR jest już dostępny u nas w sklepie. Do tej pory mogliście liczyć na krótki skrót najważniejszych opcji i funkcjonalności, które ‘wyczailiśmy’ po szybkim włączeniu sprzętu + oczywiście info ze specyfikacji producenta. Dziś jednak nieco więcej informacji i to z ruchomym obrazem w tle, bowiem znaleźliśmy chwilę czasu na mini test Yanosika DVR i to podczas jazdy. Nagraliśmy film, który powinien, przynajmniej z grubsza. zobrazować działanie nowego sprzętu. Żeby mieć się do czego odnieść i z czym porównać, wzięliśmy na pokład poprzednią wersję: Yanosika GT.

Asystent kierowcy Yanosik DVR

A pamiętacie Coyote S – bezpośredniego konkurenta dla Yanoskia DVR? Sprzęt OK – i ładny i funkcjonalny, jednak rozczarowuje nas polityka cenowa – mógłby być ździebko tańszy. Również oceniając Yanosika będziemy bardziej surowi i będziemy doszukiwać się minusów (plusy już chyba każdy zna 😉 ). Mamy już na rynku wybór podobnych urządzeń, więc czas trochę pomarudzić i powybrzydzać 😉 Stąd też nasze nieco bardziej krytyczne podejście. Mamy nadzieję, że takie wiercenie w brzuchu przełoży się na późniejsze ulepszenia urządzenia i będziemy mogli dostać produkt jeszcze doskonalszy.

Najważniejsze rzeczy, na które zwróciliśmy uwagę i do których mamy wątpliwości to:

  • gabaryty i funkcjonalność (wbudowano w urządzenie sporo elementów, których nie wykorzystamy),
  • wyświetlacz i jego ‘zawartość’, czyli to co pokazuje (a pokazuje reklamy, których my nie lubimy),
  • jakość obrazu nagrywanego przez rejestrator (w dzień OK, nocą pozostawia trochę do życzenia),
  • uchwyt mocujący widoczny jest na nagraniach. Owszem DA SIĘ zamontować go ‘bezkolizyjnie’ dla pola widzenia DVRa, ale wymaga to chwili gimnastyki (a my jesteśmy niecierpliwi i zbyt wygodni żeby się tym bawić 😉 )
  • brakuje nam informacji o ilości użytkowników wokół nas (to jest ważne o tyle, że w przypadku braku zgłoszeń będzie widać, czy są wokół nas użytkownicy i nic nie zgłaszają – bo nic nie ma, czy też nie ma wokół nas nikogo i należy uważać na to, co się dzieje na trasie).

Pochwalić możemy za to:

  • jakość ekranu – naprawdę wyświetla ostry, czysty obraz
  • duże gabaryty (paradoksalnie), bo spory ekran to wygoda w nawigowaniu
  • ręczne włączanie nagrywania DVRem + wyłączanie dźwięku z wewnątrz auta
  • sprawne wyszukiwanie miejsc docelowych podczas nawigowania
  • czytelne wyświetlanie zagrożeń na mapie

Nie ma co gdybać, zapraszamy na film i oczywiście na zakupy do naszego nowego sklepu online!

NOWOŚĆ: Yanosik DVR – czyżby wejście smoka?

Kilka dni temu informowaliśmy o pojawieniu się Yanosika DVR. Dziś jest już na naszych półkach, więc zapraszamy na zakupy do naszego sklepu online! 🙂 A czym konkretnie skusi Was nowy asystent kierowcy?

Antyradar – to chyba najskuteczniejszy komunikator drogowy w Polsce posiadający circa 1,2 mln unikalnych użytkowników miesięcznie. O wszelkich fotoradarach, czy kontrolach prędkości dowiecie się w czasie rzeczywistym od innych użytkowników. W społeczności tkwi siła!

Rejestrator trasy DVR – wbudowana szerokokątna kamera samochodowa 5 Mpx zarejestruje przebieg trasy przejazdu. Dzięki akcelerometrowi i automatycznemu systemowi zapisu nagrania w trakcie nagłego hamowania lub zderzenia (ACR – Auto Crash Recorder) nie zostaniecie pozbawieni ew. materiałów dowodowych. Materiał zostanie zarejestrowany na wbudowanej pamięci 8 GB, co zapewni zapis niemal 4 godzin filmu. Kolejne nagrania nadpiszą te najstarsze, chyba że zdecydujecie się pozostawić wskazane nagrania.

Nawigacja – oparta na mapach UMP-pcPL (prawie cała Polska :-)), czyli otwartym, polskim projekcie z automatycznymi i bezpłatnymi aktualizacjami. Zainstalowane są mapy Polski i Litwy dla aut osobowych, dostępne widoki w 2D i 3D, a także możliwość planowania podróży. Możecie wybrać trasę rekomendowaną, najszybszą, czy z pominięciem dróg płatnych. Zaimplementowana technologia Smart Traffic pozwala nawigacji uwzględnić dane o natężeniu ruchu, a tym samym ominąć korki. Jest też asystent autostradowy (MSS – Mobile Softswitch Solution), który w momencie Waszego zatrzymania się na autostradzie poda informacje o kilometrze, na którym znajduje się pojazd, przypomni o włączeniu świateł awaryjnych oraz wskaże numer telefonu pomocy autostradowej.

Sterowanie i przeglądanie map nawigacyjnych odbywa się poprzez dotykowy ekran IPS 6 cali o rozdzielczości qHD 960 x 540 px, czyli ¼ Full HD 1080p w formacie 16:9. Rozdzielczość popularna w hi-end’owych smartphone’ach, więc na jakość nie będziecie narzekać.

Kompletacja zestawu również bez zarzutu:

  • Asystent kierowcy Yanosik DVR,
  • Uchwyt montażowy,
  • Ładowarka samochodowa,
  • Zasilacz sieciowy (co staje się rzadkością),
  • Kabel USB,
  • Kabel USB OTG (On-The-Go), znany z nawigacji NavRoad. Dzięki niemu podłączycie niemal każdy sprzęt z interfejsem USB (myszka, klawiatura, lampka USB, pendrive, etc.)
  • Instrukcja obsługi.

I nie bez kozery wspomnieliśmy o NavRoadzie. Otóż logo marki pojawia się na opakowaniu Yanosika DVR. Pytanie: dlaczego? Trudno dociekać, jaką umowę o współpracy podpisał Neptis (właściciel Yanosika) i Jamikon (właściciel NavRoada). Warto jednak zajrzeć do portfolio produktów NavRoad’a i rzucić okiem na tabletofon Navroad Nexo Mobi 6”. Porównując specyfikację obu urządzeń doświadczyć można deja vu 😉 Resztę komentarzy pozostawiamy Wam.

Czy zatem Yanosik DVR to wejście smoka? Świetny czas premiery (przed Świętami), sprawdzona funkcjonalność wzbogacona o nowe opcje, współpraca z zewnętrzną firmą znającą się na nawigacjach – czy to wszystko wystarczy, aby dać pstryczka w nos Coyotowi S i odnieść sukces rynkowy? Dziś prawdopodobnie jest jeszcze za wcześnie, by jednoznacznie na to odpowiedzieć. Czekamy oczywiście na Wasze opinie i oceny, a jeśli już macie nowego Yanosika na pokładzie, pochwalcie się, jak Wam się z nim jeździ. A poniżej krótki film, prosto z naszego magazynu:

ZAPOWIEDŹ: Yanosik DVR – antyradar + kamera + nawigacja

Zastanawialiście się kiedyś, ile wozimy ze sobą różnych gadżetów samochodowych? Wyliczanka mogłaby być naprawdę długa: rozgałęziacze, nawigacja, ładowarka, antyradar, CB radio, rejestrator samochodowy, zestaw głośnomówiący, czy inne multimedia. Dziś można śmiało powiedzieć, że przynajmniej 4 z tych urządzeń można zamienić na jedno – równie funkcjonalne, I JEDNO, a nie cztery. Oto bowiem na rynku zadebiutował Yanosik DVR, czyli interaktywny asystent kierowcy, pełniący rolę CB radia i antyradaru z wbudowanym rejestratorem trasy oraz nawigacją.

Asystent kierowcy Yanosik DVR Funkcje?
Asystent kierowcy Yanosik DVR to 4 urządzenia w jednym, a zatem:

  • Antyradar – nadal ta sama doskonała baza fotoradarów i społecznościowy system ostrzegania przed zdarzeniami na drodze (w tym suszarki, korki, objazdy, etc.)
  • Rejestrator trasy DVR – nic innego jak kamera samochodowa nagrywająca naszą podróż. Funkcja ACR (Auto Crash Recorder) automatycznie rozpoznaje zdarzenie drogowe i zapisuje materiał video do późniejszej oceny przez policję, sąd, ubezpieczyciela, etc.
  • Nawigacja online – mapy wyświetlane są na ekranie 6 cali i w rozdzielczości 960 x 540 pikseli. Przy tym możesz zaplanować podróż i wybrać rodzaj trasy: rekomendowana, najszybsza, z pominięciem dróg płatnych, czy omijająca korki dzięki technologii Smart Traffic
  • CB radio – bez zbędnego gadania do gruchy, a zatem i bez przekleństw i „głupich tekstów”, które mogłyby usłyszeć i powtarzać dzieci siedzące na tylnej kanapie. Przekaz informacji podobny, podstawowe informacje dotyczące stanu na drodze, jak i punktów POI
  • +kilka ciekawostek, jak asystent autostradowy, aktualizacje map, akcelerometr, czy 8 GB wbudowanej pamięci.

Yanosik DVR - ostrzeżenia

Zalety? Oczywiste:

  • Oszczędność miejsca – Yanosik DVR ma wymiary 168 x 88 x 10,9 mm i waży 240 g. Spróbujcie zamontować na takiej powierzchni CB radio, antyradar, nawigację i kamerę samochodową 😉
  • Oszczędność pieniędzy – za Yanosika DVR trzeba będzie wysupłać jakieś 500 zł, za wymienione wcześniej urządzenia jakieś 3x tyle (~1500 zł)
  • Praktyczne rozwiązanie – wszystko w jednym, intuicyjnym w obsłudze pudełku, zamiast kilku innych
  • Zajmuje tylko jedno gniazdo zapalniczkowe, a nie 4!

Wady?

  • Nadal abonament (choć konkurencja jest znacznie droższa)
  • Dla malkontentów – wygląd (są tacy, co chcieliby widzieć „rozbójnika” w różu ;-))

Interaktywny komunikator Yanosik DVR w pudełku

Wniosków na razie nie ma co wyciągać. Yanosik DVR jest już na rynku, więc jest chwila czasu żeby się nim pobawić. Producent wybrał świetny moment na premierę: 1 grudnia br., a więc tuż przed Mikołajem i Świętami. Rzeczywiście Yanosik DVR sprawdzi się jako gadżet motoryzacyjny pod choinkę. Ale jest jeszcze jeden aspekt, o którym nie wspomnieliśmy: Coyote S. Jak zapewne pamiętacie, byliśmy z wizytą u Coyote’a w Paryżu podczas Moto Show. Chwilę później mieliśmy premierę nowego Coyote S, czyli asystenta kierowcy z wbudowanym DVR i mapami nawigacyjnymi. Jak zatem Yanosik DVR wypadnie na tle konkurenta? Czy Coyote nie popełnił falstartu z prezentacją swojego produktu? Kto zwycięży w tym starciu? O tym wszystkim zapewne będziemy mieli okazję jeszcze podebatować. Póki co, zachęcamy do bliższego kontaktu z rodzimym Yanosikiem!

Zwykły to banan, czy chiquita? Porównanie nowego Yanosika GT z Coyotem

Jeszcze nie tak dawno, Yanosikowy asystent kierowcy tkwił w nieciekawej obudowie, która przypominała mi warszawską giełdę Wolumen i uniwersalne, “maszczykowskie” rozwiązania z lat 90-tych. Krótko mówiąc Yanosik R, który oferował kierowcom usługi z XXI wieku, wizualnie tkwił w poprzedniej epoce. Nic nie zapowiadało zmian, bo urządzenia sprzedawały się dość dobrze, a i tak większość kierowców wybierała aplikację na smartfony. Wszystko się zmieniło, gdy w drugiej połowie 2013 roku zrobiło się głośno o Coyote. To francuskiej produkcji cudeńko, sprzętowo było dopracowane w każdym calu i wizualnie biło na głowę rodzimego Yanosika.

Coyote mimo wielu zalet nie miał łatwo. Wysoka cena zakupu oraz utrzymania systemu, połączona z małą ilością użytkowników w Polsce, tworzyła pewnego rodzaju zamknięte i zaklęte koło, które ciężko było rozbujać. Taka sytuacja miała miejsce jeszcze na przełomie 2013/2014 roku, ale dziś, rynek interaktywnych komunikatorów wygląda z goła inaczej. Od Yanosika dostaliśmy nową wersję GT, a od Coyota nowe ceny i darmową aplikację mobilną, która błyskawicznie łowi nowych użytkowników. Porównajmy więc dziś oba systemy.

Coyote i nowy Yanosik-GT

Wygląd
Coyote od początku, gdy wszedł na polski rynek niczego nie zmienił, ale i nie musiał, bo wygląda świetnie. Duży (3,2”), dotykowy, kolorowy ekran LCD tak, jak w najnowszych smartfonach, wypełnia niemal cały front urządzenia. W komplecie dostajemy uchwyt na kokpit pojazdu, który jest do niego klejony jednym drobnym elementem, a resztę stabilnych mocowań załatwiają magnesy.

Yanosik GT jest nieco większy od Coyote. Ma mniejszy ekran LCD o przekątnej 2,4” i mimo iż jest kolorowy to programiści jakoś bali się je wykorzystać. Podczas pracy ma się wrażenie, że ekran jest monochromatyczny, a kolory pojawiają się tylko przy gwiazdkach i stanie baterii. Yanosik GT tak, jak poprzednia wersja „R” ma fizyczne klawisze. Jest ich mniej, dokładnie 6, ale są duże i wygodne w użyciu. Do mocowania urządzenia, podobnie do wersji „R”, otrzymujemy zestaw rzepów z taśmą klejącą od spodu. Zarówno do Yanosika GT, jak i do Coyota, możemy dokupić uchwyty na szybę.

Obsługa
Oba urządzenia, zaraz po wyjęciu z pudełek są gotowe do działania. Mimo iż mają wbudowane akumulatory, to warto podłączyć zasilanie do gniazda zapalniczkowego, aby po chwili same automatycznie pobudziły się do pracy. Będąc odbiorcą informacji, właściwie nic nie trzeba robić. Korzystanie ogranicza się do nasłuchiwania komunikatów i obserwacji ekranu. Różnice zaczynają się, gdy chcemy być aktywnym użytkownikiem i zgłosić jakieś zdarzenie.

Yanosik GT posiada duże, łatwo dostępne klawisze i za pomocą 4 z nich możemy zgłosić przypisany do nich: radar, wypadek, ITD, nieoznakowany pojazd w okolicy. Wystarczy jednokrotnie wcisnąć dany klawisz i gotowe. Nawet dla kogoś mało obeznanego, używanie Yanosika GT będzie dziecinnie proste.

Coyote nie ma przycisków (prócz zasilającego). Cała obsługa odbywa się za pomocą dotykowego ekranu i czasem wymaga dwóch jego naciśnięć lub naciśnięcia i wypowiedzenia zdarzenia głosowo, bo Coyote ma wbudowany mikrofon i funkcję rozpoznawania głosu. Nieco bardziej rozbudowany w porównaniu z Yanosikiem GT interfejs użytkownika pozwala na precyzyjniejsze zgłoszenie, większej ilości różnych zdarzeń. Może to niektórym użytkownikom, zwłaszcza starszym osobom, na początku przysporzyć nieco kłopotów. Tak, jak pisałem na początku, oba urządzenia tuż po zakupie gotowe są do pracy, ale umożliwiają parę ustawień.

Yanosik ograniczył wszystko do minimum i możemy ustawić jedynie głośność i jasność świecenia ekranu.

Coyote daje do dyspozycji całe rozbudowane menu z dziesiątkami ustawień, od wyglądu po typy ostrzeżeń.

Menu Coyote

Przekazywane informacje
Yanosik poinformuje nas o zbliżającym się fotoradarze, kontroli policyjnej, korku, wypadku, Inspekcji Transportu Drogowego, nieoznakowanym radiowozie w okolicy. Te informacje przekazywane są za pomocą komunikatów głosowych i wyświetlane są na ekranie. Dodatkowo na wyświetlaczu mamy informacje o odległości do zdarzenia i kierunku, w jakim się znajduje. Nowy Yanosik GT prezentuje też liczbę aktualnie włączonych użytkowników oraz wiarygodność zgłaszającego zdarzenie.

Coyote, nie ma co ukrywać, oferuje znacznie więcej i dokładniej. Podobnie jak w Yanosiku GT dowiesz się o fotoradarze, ale tu będziesz miał pewność, że jest on po Twojej, a nie przeciwnej stronie ulicy. Dostaniesz informację o korku i dodatkowo dane o jego długości oraz czasie trwania. W Coyocie można zgłaszać i otrzymywać informacje nawet o złej nawierzchni jezdni, zwężeniu, zatrzymanym pojeździe, czy złych warunkach drogowych. Coyote oraz Yanosik GT podają dane o wiarygodności zgłaszającego na zasadzie zdobytych gwiazdek. Jednak Coyote znów jest dokładniejszy i informuje kiedy zgłoszenie miało miejsce, czy informacja o korku jest sprzed 2 minut, czy sprzed 2 godzin oraz ilu użytkowników dane zdarzenie zgłosiło. Bardzo praktyczne jest też podawanie na wyświetlaczu asystenta kierowcy Coyote, informacji o dopuszczalnej prędkości na danej drodze oraz sygnalizowanie faktu jej przekroczenia. To jeszcze nie wszystko, bo o ile Yanosik GT informuje nas o ilości wszystkich użytkowników będących online, to Coyote podaje ilu ich jest w naszej, najbliższej okolicy i jaka jest odległość do najbliższego wraz z jego wiarygodnością. Trzeba przyznać, że na tym polu, Yanosik ma jeszcze trochę do nadrobienia.

Zobacz na poniższym filmie oba urządzenia w działaniu. Przepraszam za drgania w drugiej części – następnym razem ustabilizuję operatora 😉

Społeczność
Coyote chwali się, że w Europie używa go ponad 2,5 miliona kierowców. Niestety nie chwali się ilu użytkowników zdobył w Polsce, a to bardzo istotna informacja dla systemu, który oparty jest na społeczności. Trzeba pamiętać, że do Polski Coyote zawitał w pierwszej połowie 2013 roku, ale właściwie usłyszeliśmy o nim pół roku później. Spora cena zakupu i rocznego abonamentu powodowała, że ten nowy interaktywny komunikator bardzo powoli pozyskiwał kolejnych użytkowników. Na szczęście firma zdała sobie z tego sprawę i dość szybko zaczęła organizować różnego rodzaju promocje cenowe i kampanie informacyjne. Co więcej, pojawiła się darmowa wersja aplikacji na smartfony i teraz niemal każdy może sprawdzić, jak działa Coyote. Tak więc liczba fanów, jak i tempo ich pozyskiwania jest coraz większe.

Yanosik to marka, którą ja znam już od 2008r. Będąc na naszym rynku od tylu lat zdobyła uznanie i dziesiątki tysięcy aktywnych użytkowników. Pewnie dlatego jego producenci nie mają zahamowań, aby się nimi chwalić i podają ilość aktualnie zalogowanych, zarówno na swojej stronie www, czy wyświetlaczu samego terminala GT. Duża społeczność skupiona wokół Yanosika to jego duża przewaga nad Coyotem, która zapewne jeszcze przez jakiś czas się utrzyma.

Cena
Jeszcze na początku 2014 roku, różnica między cenami zakupu asystenta kierowcy Yanosik, a Coyote była ogromna. Dla Coyota dramatycznie wyglądało też porównanie kosztów utrzymania obu systemów. Dziś sprawa wygląda z goła inaczej i urządzenia Yanosik GT, jak i Coyote możemy kupić w tej samej cenie. Abonament w przypadku Yanosika wzrósł z 70zł do 99zł/ rok, a w przypadku Coyota mamy do czynienia z promocją i obniżką ceny z 399zł na 199zł/ rok. Tak więc różnica to jedynie 100zł kosztów rocznego utrzymania systemu.

Zasięg
Yanosik to nasz rodzimy, lokalny produkt przeznaczony na rynek polski. Na dzień dzisiejszy nic nie wiadomo, aby producenci chcieli wyjść z produktem poza granice naszego kraju.

Coyote, co prawda za dopłatą 200zł na rok, to jednak umożliwia korzystanie z systemu w 8 krajach Europy, a kolejne przewidziane są w przyszłości.

Podsumowanie
Yanosik GT, „dobre bo polskie”, chciałoby się powiedzieć. Z pewnością system jest prosty w użytkowaniu, stosunkowo tani i ma za sobą dziesiątki tysięcy użytkowników. To atuty nie do przecenienia. Ale jak to powiedziano „są zwykłe banany i jest Chiquita” i Coyote jest taką Chiquitą wśród zwykłych interaktywnych komunikatorów. Światowy, dopracowany, z mnóstwem przydatnych i szczegółowych informacji. Musi tylko zebrać większą rzeszę użytkowników, co z nowymi niższymi cenami i darmową aplikacją nie powinno potrwać zbyt długo.

Nierentowne fotoradary, czyli nowe pomysły na karanie kierowców

Pisaliśmy ostatnio sporo o fotoradarach: o tym, że są bacznie obserwowane przez NIK, o tym, jak GITD próbuje podreperować swój PR, ale wychodzi im jak zawsze i o budżecie, który miał być zasilony sporą kwotą z mandatów, a nie będzie, bowiem fotoradary nie są w stanie zarobić na siebie, a co dopiero na urzędników, czy właśnie na załatanie dziury. Zawsze się zastanawiamy, co też nasze służby i włodarze wymyślą nowego, aby ułatwić nam życie i usprawnić komunikację w naszym kraju  😉

Chyba rzeczywiście padł blady strach na wszystkich zajmujących się fotoradarami. Może dostali prikas znalezienia sposobu na dalsze łupienie nas kierowców? Może zachęcili ich nagrodą? A może pogrozili palcem i zasugerowali zwolnienia? Nie ważne jak, ważne żeby skutecznie. I oto mamy kilka nowinek. A jakże.

Antyradar Whistler 438G

Pierwszy pomysł padł zanim powstał. Posłanka Beata Bublewicz (PO) zaproponowała przed kilkoma miesiącami, aby zwiększyć wysokość mandatów dwukrotnie, bowiem obecne kary są niewystarczająco dotkliwe (motoWP.pl). Po fali oburzenia zaniechano dalszych debat na ten temat, a skupiono się na kolejnych pomysłach.

Drugi z nich to uzależnienie wysokości mandatu od zarobków, czyli tzw. system progresywny, jaki działa choćby w Finlandii, czy Szwajcarii. Największy zwolennik to wiceminister transportu Zbigniew Rynasiewicz. Jednak internauci np. na HotMoney.pl argumentują:

Polacy są durni, bogaci prowadzą własne firmy i celowo nie wykazują dochodów bo i po co ? Biznesmen mający 1 000 000 żł przychodu i np 2000 dochodu zapłąci najniższą stawkę a to że jezdzi bentleyem na firmę, mieszka w apartamencie wynajmowanym od własnej firmy to inna sprawa. Politycy wszystkie wasze genialne pomysły utrudniają życie zwykłym ludziom. Ci inteligentni mają was gdzieś 🙂

Nie ma szans na uderzenie w bogatych, bo oni są biedni. Firmy wcale dochodu nie przynoszą, tylko same koszty. Raty leasingu auta za 300 tys, rachunki za hotele, restauracje, ciuchy, biżuterię itp – wszystko w koszty firmy, żeby tylko większe, żeby tylko żadnego dochodu nie wykazać do skarbówki. I później taki ktoś bierze zaświadczenie z urzędu skarbowego o wysokości dochodu i co on biedny ma zrobić? Jak zapłacić mandat za swoje firmowe Q7?

CB radio

Mimo doniesień motoWP.pl o tym, że:

Pomysł uzależnienia wysokości mandatu od zamożności kierowcy dopiero jest formułowany, ale możliwe, że już za rok, albo dwa zostanie on wprowadzony w życie,

samo Ministerstwo Transportu w swym wyjaśnieniu ) mówi, że nie prowadzi prac nad tą ideą:

W związku z pojawiającymi się w mediach informacjami odnośnie zamiarów wprowadzenia rozwiązania polegającego na  uzależnieniu wysokości mandatów od wysokości zarobków kierowców informujemy, że w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej nie są prowadzone żadne prace mające na celu wprowadzenie takich rozwiązań.

Przechodząc do trzeciego pomysłu, należy trzymać się mocno siedzenia. Okazuje się, że dzięki sprytnym urządzeniom, jak antyradary, Yanosik, czy CB radia znacznie ‘uszczupliliśmy’ planowane wpływy do budżetu z mandatów. Na dodatek, czytamy na Interia.pl, że

Yanosik

Tylko co dziesiąte zdjęcie wykonane przez fotoradar kończy się wypisaniem mandatu. Kierowcy nauczyli się sprytnie uciekać przed odpowiedzialnością.

Jak stwierdza Łukasz Majchrzak z ITD:

“W przypadku fotoradarów, tryb wykroczeniowy nie jest wystarczająco skuteczny. Musimy wprowadzić kary administracyjne, które wzorem z innych państw usprawnią funkcjonowanie sieci fotoradarów”.

A o jakich to karach mówimy? Dotkliwych, jak się okazuje, bo oprócz taryfikatora mandatów, ITD chce wprowadzić taryfikator kar administracyjnych, który miałby obowiązywać już w przyszłym roku, gdzie:

  • za nie wskazanie osoby kierującej lub brak odpowiedzi na wezwanie ITD do 800PLN
  • za nie zapłacenie kary w terminie 14 dni, za 3 wykroczenia rocznie lub uzbieranie kar na kwotę 1200PLN, kara ulega podwojeniu do 1600PLN
  • za opóźnienie wpłaty kara zostanie zwiększona do 3200PLN

Szczegóły tutaj. A może pomysłowy Dobromir znajdzie panaceum na problemy mandatowe władz?  😉

pomyslowy-dobromir-pomoze

loading