Nasiśnij Enter aby Wyszukać
UWAGA. Z powodu urlopu serwisanta, w dniach od 17.07.2017 do 30.07.2017 serwis elektroniki jest nieczynny.
Wszystkie reklamacje będą rozpatrywane po 30 lipca 2017 roku.
Za utrudnienia przepraszamy

Czy to początek końca fotoradarów? Czyżby przez antyradary?

O tym, że fotoradary nie służą bezpieczeństwu, lecz zdzieraniu kasy wiemy. Potwierdzają to liczne doniesienia, my już o tym też pisaliśmy w poście ”Polska fotoradarami stoi.. Niestety..”. Samą etyczność umieszczania wpływów z fotoradarów w budżetach samorządów pozostawmy bez komentarza. O tym, że fotoradary stoją w miejscach, gdzie często stać nie powinny też wiemy. Świadczy o tym ostatni raport NIK, choć jak wspomniał prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski:

niezgodne z prawem ustawienie fotoradaru nie zwalnia jednak kierowców z obowiązku zapłacenia mandatu za zbyt szybką jazdę.

Szczegóły na stronach Forsal.pl.

Fotoradary - mniejsze wpływy. Czyżby przez antyradary?

A czy wiecie, że zwalniamy przed fotoradarami? Urzędnicy są tym mocno zdziwieni i rośnie ich frustracja i obawy (chyba głównie o posady i premie). Jak pisze GazetaPrawna.pl, wpływy z mandatów za zdjęcia z fotoradarów maleją, a zawyżone prognozy posłużyły wyłącznie do argumentacji za zwiększeniem nakładów na inspekcję drogową. Na przestrzeni trzech kwartałów 2013 wpływy zmalały o 41%. Nie dziwi to, bo fotoradary z ponad 60 fotosów na dobę w wakacje zeszłego roku, robią teraz raptem 20. Przy tym ich część nadaje się do kosza, część jest skutecznie podważana, a część nie jest płacona. Plan zakładał kosmiczne kwoty wpływów sięgające ponad miliarda(!). Ale jak donosi GazetaPrawna.pl:

w styczniu tego roku Ministerstwo Finansów poinformowało nas, że budżet na mandatach w całym 2012 r. zarobił ok. 32 mln zł. Na koniec tego roku wpływy z tego tytułu sięgną najprawdopodobniej 80 mln – dużo więcej niż przed rokiem, ale wciąż 17 razy mniej, niż zakłada plan.

Tymczasem z 20mln PLN w 2011, kwota budżetu GITD w 2012 wynosiła już 150mln PLN. Ma być nadal utrzymywana, ale jest jeden zonk: fotoradary mogą nie zarobić na siebie, a tym bardziej na armię obsługujących je urzędników. Ciekawe, jaką bajką uraczą nas wtedy? Na razie GITD nie wie, jaka jest przyczyna niższych niż zakładane wpływów. Może więc my podpowiemy: antyradary, których używamy coraz bardziej świadomie, finezyjny Yanosik, czyli legalny antyradar będący interaktywnym komunikatorem, czy CB radia nadal spełniające swą rolę informacyjno-ostrzegawczą. A może też i po części nasza mentalność, zrobienia władzy na złość? smiley

3 Komentarze

Wyślij Komentarz
  • A może po prostu ludzie jeżdżą bezpieczniej? Nie ogarniam wszystkich psioczących na fotoradary, dlaczego polska mentalność jest taka, że jak jest ograniczenie do 70, to jadę 100, jak do 50, to 80? Kurcze dlaczego nie można jechać tych 70, czy 50, jak mówi znak? Dlaczego? Dlaczego, jak jadę po Szwecji, czy Finlandii i widzę polskie tablice rejestracyjne, to wszyscy jadą w równiutko w sznureczku, jest 30, to wszyscy jadą 30? Nie mówię tu o Szwedach, czy Finach, ale o Polakach. U nas nie można, tam można? Tylko że w Szwecji kary są kilkuset krotnie wyższe niż u nas i to działa! Przekroczyłem kiedyś prędkość o 6 km/h SZEŚĆ KILOMETRÓW i zapłaciłem równowartość 200 Euro mandatu! I dlatego tam w zeszłym roku było 5 – PIĘĆ ofiar śmiertelnych wypadków w ciągu roku – u nas kilkanaście tysięcy.

  • Trevis mówi:

    To że korzystamy ze sprzętu, czy robimy na złość, pewno że tak. To że jeździmy bezpieczniej to też – jak najbardziej. Widzę, jak ojciec, czy dziadek jedzie z dzieciakami i edukuje prowadząc. Tu puszczamy, tam zwalniamy, dzieciaki same dopytują co to za znak, a następnym razem deklamują regułki, co on oznacza. A niech kierowca przekroczy prędkość to na całe auto zaczną krzyczeć, że jedzie niezgodnie ze znakami 🙂 Nie trzeba też szukać przykładów w Skandynawii. W Niemczech jedziesz autostradą i śmigasz ile Ci pasuje, wjeżdżasz do mieściny, a tam nieważne czy S Klasse, czy Corsa – wszyscy jadą 50tką. Ta kultura wchodzi już do nas, trzeba jednak trochę wysiłku też i z naszej strony, uczyć nasze dzieci, wymagać aby na szkoleniach na prawo jazdy też zwracano uwagę na kulturę jazdy, egzaminatorów może lekko naprowadzić na ten temat.

    A co do fotoradarów, to rzeczywiście, część z nich nadaje się do usunięcia. Pudło stojące przy dwupasmówce? Pudło gdzieś w szczerym polu? Niech nawet przy stacji paliw, gdzie zwykle jest ograniczenie do 70u, taniej i bezpieczniej jest zrobić pas do włączania się do ruchu. Przy przejściach dla pieszych? A nie lepiej jest zrobić pieszym kładkę lub światła na przycisk. Jestem za to za fotoradarami choćby przy szkołach – tu nawet i dwa niech stoją, żeby oszołomów wyłapać. I wtedy mu podwójny mandat wlepić.

    Ale generalnie jest tak, że jak ktoś nie widział wypadku, nie ma rodziny, czy dzieci, to nie za bardzo dociera do niego ew. konsekwencja przekroczenia prędkości przy skupisku ludzi, na łukach, itd. Dla mnie najlepszą szkołą jazdy był wyjazd w góry (zimą). Natura sama uczy pokory. Spróbuj polecieć szybciej niż wskazane max 40. Zaliczasz skarpę, w najlepszym wypadku rów lub drzewo. Tu nie ma przeproś. Pokręcić się po serpentynach, na wzniesieniach to piękna sprawa. Wtedy weryfikujesz swoje umiejętności i wiesz, że każde zbyt mocne dociśnięcie pedału to koniec jazdy. I patrząc z perspektywy paru ładnych lat, w górach naprawdę mało jest takich, co cwaniaczą. I mimo że oblężenie gór szczególnie w sezonie jest spore, natłok turystów i miejscowych handlarzy, to czy widział ktoś fotoradary przy Zakopanem, w Poroninie, Bukownie? Nie ma takiej potrzeby. Policja? Głównie zajmują się patrolowaniem ulic i obstawianiem imprez typu Dzień Strażaka. Ale jak wspomniałem, Niemcy, czy górale to inna kultura. Tylko jak ją sprawnie i szybko przeszczepić niżej?

  • Czy to nie nasze wychowanie widoczne jest na drodze? Ktoś kiedyś powiedział: cham ze wsi wyjdzie, ale wieś z chama nigdy

t Twitter f Facebook g Google+